Reklama

„Schronisko w Sobolewie to mordownia” Właściciel: „To pomówienie”

Dręczenie i doprowadzanie do śmierci psów przez rażące i świadome zaniedbania właściciela schroniska za publiczne pieniądze przy cichym przyzwoleniu gmin, które płacą raz i myślą, że mają spokój – to ciężki zarzut, jaki wysuwa wobec schroniska „Happy Dog” w Sobolewie Fundacja Mondo Cane, która wraz z wolontariuszami i innymi organizacjami broniącymi praw zwierząt planuje złożyć do garwolińskiej prokuratury zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. Właściciel schroniska twierdzi, że to pomówienie i będzie dochodził swoich praw w sądzie. Jak naprawdę wygląda „pieskie życie” w Nowej Krępie?

Wczoraj, gdy odwiedziliśmy schronisko „Happy Dog” w Sobolewie, nie zostaliśmy wpuszczeni dalej niż za bramę wjazdową. Nie udało się nam zobaczyć w jakich warunkach żyją tam psy. Od właściciela dowiedzieliśmy się, że zostaniemy zaproszeni w przyszłym tygodniu i wtedy będziemy mogli robić zdjęcia i nagrywać video. Zrobione wczoraj zdjęcia, na żądanie pracownicy schroniska i wezwanej na miejsce policji, musieliśmy skasować, ponieważ na terenie „Happy Dog” w Sobolewie obowiązuje zakaz fotografowania. Dziś, podczas rozmowy telefonicznej, właściciel placówki przyznał, że nie wpuścił nas na teren z boksami, ponieważ był zdenerwowany posądzeniami o kradzież psa, którego w jego schronisku nie ma.

 

Reklama

Jak naprawdę wygląda „pieskie życie” w Nowej Krępie?

W jakich warunkach w sobolewskim schronisku żyją zwierzęta? Jaką opinię o „Happy Dog” ma powiatowy lekarz weterynarii? Dlaczego Fundacje broniące praw zwierząt rozpętały medialną burzę i planują składać do garwolińskiej prokuratury zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa? Jak szereg zarzutów ze strony wolontariuszy komentuje właściciel schroniska? I wreszcie, czy ujawnienie po prawie 2 latach nieprawidłowości w placówce rzeczywiście ma związek z zerwaniem przez własciciela współpracy z fundacją, która miała wchodzić w kompetencje pracowników „Happy Dog”? Co ciekawe, każda ze stron tego sporu twierdzi, że tej drugiej chodzi nie o dobro zwierząt, ale o pieniądze...

Reklama

 

Chcieli promować schronisko, wolontariat i adopcje

O swojej pracy w schronisku i nieprawidłowościach opowiada 24-letnia Karolina Lewandowska z Pilawy. – Moja krótka, acz intensywna przygoda z wolontariatem w schronisku Happy Dog rozpoczęła się we wrześniu 2016 roku. Zadzwonił do mnie znajomy z informacją, że wraz z kilkoma innymi osobami jadą w pierwszy weekend września do schroniska w Sobolewie na rozmowę z kierownikiem odnośnie zbudowania wolontariatu. Pomyślałam czemu nie, fajna okazja, by zrobić dla zwierząt coś więcej, niż dotychczas. Na miejscu spotkałam kilku zwierzolubnych znajomych, posiadających kilkuletnie doświadczenie w pracy z bezdomnymi zwierzakami oraz kilka nowych twarzy, m.in. ekipę Fundacji Złap Dom. Ze spotkania wyjechaliśmy pełni entuzjazmu. Wydawało nam się, że z pomocą uprzejmego i otwartego na współpracę kierownika możemy zrobić dużo dobrego. Ustaliliśmy, że w każdą sobotę miesiąca organizować będziemy dni spacerowe, czyli nic innego jak zabieranie psów na spacery. Ustaliliśmy również, że możemy promować psy do adopcji oraz zabierać na tzw. domy tymczasowe. Stworzyliśmy na facebooku stronę wolontariacką, na której zamieszczaliśmy psy czekające na adopcje, ponieważ na stronie internetowej, prowadzonej przez kierownictwo nie zamieszczano ogłoszeń adopcyjnych. Jednym z naszych głównych założeń było wypromowanie schroniska i zachęcenie do wolontariatu jak największej ilości osób, ponieważ w dużej mierze nawet lokalna społeczność nie miała pojęcia o istnieniu schroniska na ich terenie. Wraz z upływem czasu na sobotnie spacery zaczęło przyjeżdżać coraz więcej osób i coraz więcej psów znajdowało domy. Od września 2016 do chwili obecnej wolontariat znalazł domy dla prawie 200 psów i kilkudziesięciu kotów. Wraz z upływem czasu zaczęliśmy też dostrzegać wiele nieprawidłowości – wspomina 24-letnia miłośniczka zwierząt.

Reklama

 

Szereg nieprawidłowości

– Największy problem stanowił fakt zatrudnienia jednego pracownika. W połowie 2017 roku w schronisku przebywało prawie 300 psów. Logicznym zatem było, że jeden pracownik nie jest w stanie wykonać wszystkich swoich obowiązków, dlatego każdej soboty staraliśmy się pomóc. Muszę zaznaczyć, że nikt nas o to nie prosił, ani nie zmuszał. Co prawda przyjeżdżaliśmy, by zabrać psy na spacer, ale nie mogliśmy biernie patrzeć na brudne boksy i brak czystej wody w miskach. Gdy psy z danego boksu wychodziły na spacer, wtedy dwójka wolontariuszy szybko go myła, by po spacerze mogły już wrócić do czystego miejsca. W okresie jesienno-zimowym wymienialiśmy także słomę w budach. Tę "brudną robotę" paradoksalnie w większości wykonywały dziewczyny. Przez pierwszy rok przyjeżdżałam do schroniska w każdą sobotę, bez względu na warunki atmosferyczne, tak samo jak i wszyscy pozostali wolontariusze. Nie straszny był nam deszcz, upał, czy mróz. Później zaczęłam studia i moje przyjazdy były już rzadsze. Przez cały rok rozmawialiśmy z kierownikiem odnośnie zauważanych przez nas nieprawidłowości: braku sterylizacji i kastracji, jednego pracownika, a co się z tym wiąże bardzo zanieczyszczonych boksów, braku wody w boksach, niedożywienia psów, braku regularnej opieki wyerynaryjnej (schronisko ma podpisaną umowę z weterynarzem w klinice w Puławach, oddalonej o 60 km), przepełnieniu – psy zaczęły być umieszczane na wybiegach, bez ochrony przed warunkami atmosferycznymi, braku kwarantanny – w boksach oznaczonych jako kwarantannowe umieszczano po kilka psów; braku regularnych szczepień – bardzo często psy były szczepione przeciwko wściekliźnie po kilku miesiącach pobytu w schronisku dopiero, gdy miały trafić do adopcji – wylicza Karolina Lewandowska, która zaznacza, że wolontariusze nie chcieli konfliktu i pogrążenia właściciela schroniska, ale nie mogli już dłużej patrzeć na to, jak zwierzetom dzieje się krzywda, mimo wielokrotnych próśb o poprawę warunków.

Reklama

Dzień przed Sylwestrem 24-letnia wolontariuszka z Pilawy dowiedziała się, że nie może podpisać nowego regulaminu, aby dalej pomagać w „Happy Dog”, ponieważ właściciel schroniska zakończył z nią współpracę.

 

Połowa została zabita, a połowa umarła”

Sprawą schroniska w gminie Sobolew zajęła się Fundacja Mondo Cane we współpracy ze Strażą Ochrony Zwierząt z Lublina, Fundacjami Złap Dom i Temida oraz Strażą Zwierząt Powiatu Grodziskiego. Katarzyna Śliwa-Łobacz z Fundacji Mondo Cane podkreśla, że źle w schronisku „Happy Dog” dzieje się od co najmniej 2 lat i od tego czasu docierały różne sygnały o nieprawidłowościach. – Dochodziły głosy, że właściciel głodzi psy, że są one poranione. Gdyby nie te dziewczyny ze Złap Dom i lubelskiej Straży, to tam połowa stanu by nie żyła, bo one zajmowały się wyciąganiem tych najgorszych przypadków i leczeniem ich na własny koszt. Ponieważ nie potrafiły sobie poradzić w sensie prawnym zwróciły się do mnie, a ja jako fundacja jestem tym zainteresowana, bo jadą tam psy z mojego terenu. Na początku nie było tam żadnych psów. W tej chwili jest przegęszczenie i tragiczne warunki – mówi kobieta i podaje przykład dokumentu z jednej z gmin, z której odłowiono w ciągu roku 16 psów. Samorząd tej gminy otrzymał odpowiedź, że 8 zwierząt już nie żyje. – Połowa została zabita, a połowa umarła. Więc jakie to jest schronisko, które ma 50-procentową śmiertelność? A gminy płacą. I problemem jest to, że gminy płacą głównie stawki jednorazowe, czyli za psa zapłacone, przyniósł w pysku, może go szlag trafić. Gdyby płacili stawki np. dzienne to przynajmniej by próbowali kontrolować, co się dzieje. Wina tutaj największa jest po stronie samorządów – stwierdza Śliwa-Łobacz.

Reklama

 

Mają dowody i zeznania kilkudziesięciu świadków

Uchybień, które dostrzegli wolontariusze jest szereg. Katarzyna Śliwa-Łobacz zapewnia, że o wszystkich w ciągu tygodnia szczegółowo poinformuje Prokuraturę Rejonową w Garwolinie, do której zamierza złożyć zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa z bogatym materiałem dowodowym i zeznaniami kilkudziesięciu świadków bestialskich praktyk. – Tam po prostu się dręczy i doprowadza do śmierci psów przez rażące i świadome zaniedbania właściciela schroniska, albo one umierają, bo nie udziela się im pomocy (Wypowiedź sprostowana). Facet jest typowym hyclem. Jest takich w Polsce kilkunastu, czyli kasa, kasa, kasa. (…) Będziemy dążyć do tego, żeby gminy zerwały umowy z tym schroniskiem i żeby wcześniej kontrolowały, co dzieje się z psami, bo gminom się wydaje, że jeżeli raz zostało zapłacone, to mają z głowy problem. Natomiast według prawa ten pies jest nadal ich własnością. Zainteresowanie jest zerowe albo niewielkie. Jest to więc ciche przyzwolenie z ich strony na to co się tam dzieje, bo gminy nie mają problemu – stwierdza. Katarzyna Śliwa-Łobacz zarzuca powiatowemu lekarzowi weterynarii, że nie zrobił nic, skoro taka mordownia może w województwie mazowieckim istnieć, a dodatkowo uprzedzał właściciela schroniska o planowanych kontrolach, aby ten mógł się do nich przygotować. Przedstawicielka Mondo Cane dodaje, że zawiadomi o tym Krajową Izbę Lekarsko-Weterynaryjną i w dalszym ciągu z innymi organizacjami będzie walczyć o wprowadzenie zakazu prowadzenia komercyjnych schronisk.

Reklama

p>

 

Właściciel będzie bronił swojego dobrego imienia w sądzie

– To jest pomówienie – mówi Marian Drewnik, właściciel schroniska Happy Dog. Mężczyzna zapewnia, że w jego schronisku nigdy nie było takich praktyk, jakie zarzucają mu wolontariusze i fundacje. Marian Drewnik zaznacza, że jako właściciel schroniska ma prawo ustalić obowiązujące w nim zasady także te dotyczące wolontariatu i sporządzić stosowny regulamin oraz nie wpuszczać osób, które się do niego nie stosują. Podobnie jest z adopcjami. To on decyduje, czy osoba chcąca adoptować zwierzę je otrzyma. Tymczasem, jak twierdzi mężczyzna, wolontariusze i członkowie fundacji Złap Dom zaczęli wchodzić w kompetencje jego i pracowników schroniska.

Reklama

Właściciel „Happy Dog” informuje, że będzie bronił swojego dobrego imienia w sądzie, a jego adwokat przygotuje stosowne oświadczenie, w którym zarzuty wolontariuszy i fundacji zostaną odparte. – Do wszystkich oszczerstw się odniesiemy. To wszystko będzie rozpatrywane przez sąd. Ja sobie na to absolutnie nie pozwolę. To jest moje prywatne schronisko. Moim nadrzędnym zwierzchnikiem jest powiatowy inspektor weterynarii, wojewódzki inspektor weterynarii i samorządy gminne, które za psy płacą. (…) Fundacje zbierają pieniądze. Dobro zwierząt jest na końcu. Tylko pieniądze się liczą – podkreśla Marian Drewnik.

 

Reklama

Dobra ocena PIW

– Mamy to schronisko pod nadzorem i kontrole prowadzimy zgodnie z harmonogramem, który jest corocznie sporządzany. W tym roku jeszcze takiej kontroli nie było, natomiast w ubiegłym roku kontrole się odbywały. Było ich kilka. Z tego co mi wiadomo, jakieś drobne uchybienia występowały, ale w zaleceniach pokontrolnych zostało to sformułowane i na bieżąco były usuwane te niedociągnięcia – zapewnia Andrzej Koryś, powiatowy lekarz weterynarii w Garwolinie, który dodaje, że jego opinia o schronisku jest dobra.

Reklama

 

Nie każdego psa da się uratować

Czy publikowane przez fundacje zdjęcia poranionych, wygłodzonych psów oraz informacje o wysokiej śmiertelności zwierząt w Nowej Krępie nie budzą niepokoju PIW? –Schronisko jest miejscem specyficznym, gdzie trafiają zwierzęta z ulicy, zwierzęta bezpańskie i bezdomne w różnym stanie, często jest to stan nieomalże agonalny, ponieważ pies niedozorowany, nieleczony, niekarmiony i odłowiony na ulicy czy w rowie jest często w złym lub bardzo złym stanie – zaznacza Andrzej Koryś, który dodaje, że placówka zapewnia zwierzetom opiekę weterynaryjną. Nie słyszałem, żeby właściciel nie godził się na leczenie zwierząt jeśli zachodzi taka konieczność, natomiast trzeba się liczyć z tym, że część z tych zwierząt nie jest w stanie przeżyć nawet mimo podjętych działań opiekuńczych w tym schronisku. Zdjęcie psa można wykonać w różnym okresie jego życia i przedstawić to jako złe warunki, natomiast trzeba byłoby zainteresować się historią poszczególnych zwierząt, których czasami mimo leczenia, nie da się uratować. Nikt tych zwierząt bez uzasadnionej przyczyny nie usypia. Nikt nie zaniechuje leczenia tych zwierząt, póki jest jakaś nadzieja, że się zwierzę wyprowadzi z tego złego stanu. Świadczą o tym dobitnie wpisy w książce leczenia zwierząt – podkreśla powiatowy lekarz weterynarii.

Reklama

 

Piekło zrobiło się po zerwaniu współpracy z fundacją

Andrzej Koryś przyznaje, że cały czas do PIW wpływają wnioski o skontrolowanie schroniska w Nowej Krępie. – Fundacja, która rozpętała tę akcję medialną współpracowała ze schroniskiem ponad 1,5 roku na zasadach wolontariatu i w wyniku nieporozumień i zerwania współpracy właściciela z tą fundacją nastąpiło nagle całkowita zmiana patrzenia na schronisko. Przez te 1,5 roku współpracy od tej fundacji nie miałem żadnych sygnałów, ze coś złego w tym schronisku się dzieje, a z chwilą zerwania współpracy zrobiło się niemalże piekło dla zwierząt w tym schronisku. Subiektywne odczucia pań, które straciły wpływ na to schronisko może są i uzasadnione, natomiast nic nie mają wspólnego z obiektywizmem – stwierdza Koryś. Lekarz dodaje, że fundacja wysłała pisma do wszystkich gmin, z którymi Happy Dog ma podpisaną umowę i te samorzady wystapiły z wnioskami o kontrole. Andrzej Koryś zapewnia, że kontrole będą się odbywały zgodnie z harmonogramem, a w poważnych przypadkach są przeprowadzane kontrole interwencyjne. Dodaje, że gminy mogą wysłać swojego przedstawiciela do schroniska, żeby sprawdził w jakich warunkach żyją psy, należące nadal do gminy, za których odłowienie i umieszczenie w schronisku samorząd płaci jednorazowo lub regularnie. – Gdyby gminy były naprawdę zainteresowane losem swoich zwierząt mogłyby podpisywać umowy na np. miesięczny pobyt zwierzecia i za taki czas wnosić opłatę i później ją powtarzać. Wtedy nie ma zarzutu, że schronisko wzięło kasę i pozbyło się zwierzecia, bo w ten sposób ma zyski. Wtedy gmina reguluje opłaty miesięcznie i kontroluje, czy zwierzę jest czy go nie ma – wyjaśnia Andrzej Koryś.

 

Szukali psa. Nie wpuszczono ich do schroniska

W ostatnich dniach udostępnialiśmy post o zaginięciu Seby – psa państwa Osiaków z gminy Garwolin. Z informacji różnych osób wynikało, że psa widziano m.in. w Górznie i Łaskarzewie. Zrozpaczeni właściciele spędzili wiele godzin jeżdżąc po terenie powiatu. Ich wielodniowe poszukiwania nie przynosły jednak rezultatu. Nagle, ślad się urwał. Psa nikt nie widział. Agnieszka i Zygmunt Osiak dowiedzieli się, że psy na terenie gminy są odławiane przez właściciela schroniska „Happy Dog”, z którym gmina ma podpisaną stosowną umowę. Właściciele Seby pojechali we wtorek 16 stycznia do schroniska, aby sprawdzić, czy ich pies rzeczywiście może tam przebywać. Nie zostali jednak wpuszczeni. Agnieszka Osiak poinformowała nas, że pracownik schroniska, od którego wyraźnie było czuć alkohol, powiedział, że taki pies może w schronisku się znajdować. W rozmowie telefonicznej właściciel schroniska zakomunikował pani Agnieszce, że jej psa nie ma w „Happy Dog”, a wjeść na teren placówki nie może. W środę 17 stycznia towarzyszyliśmy właścicielom Seby podczas kolejnej wizyty w schronisku. Ponownie padła informacja o tym, że nie możemy wejść za drugą bramę i sprawdzić, czy zwierzę zostało odłowione. Właścicielka psa wezwała policję. Zdjęcie wykonane przez nas podczas interwencji mundurowych musieliśmy skasować na żądanie pracownicy schroniska i pod bacznym okiem policjanta, który przypomniał, że na bramie placówki widnieje tabliczka z zakazem fotografowania.

 

Policjanci zastali czyste boksy i zadbane zwierzęta

Policjanci z pracownicą schroniska weszli za drugą bramę, gdzie znajdują się boksy ze zwierzętami i po ich sprawdzeniu poinformowali państwa Osiaków, że ich psa tam nie ma. Na miejscu zapytaliśmy funkcjonariuszy, jak oceniają warunki, w jakich przebywają psy i ich ogólny stan. Usłyszeliśmy, że w ich odczuciu zwierzętom nie dzieje się krzywda. – Na miejscu policjanci zastali czyste boksy i zadbane zwierzęta – potwierdza asp. szt. Marek Kapusta, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Garwolinie.

 

– Mordownie trzeba zamykać, a nie pozwalać na bogacenie się kilkunastu sprytnych hycli. To, co się stało, już się nie odstanie, nawet jeśli hycel założy złote klamki i wszystko wysprzątał to nie zmieni faktu, że popełniał przestępstwo przez prawie dwa lata. Materiał dowodowy jest porażający – puentuje Katarzyna Śliwa-Łobacz z Fundacji Mondo Cane.

 

Sprostowanie: – Podczas rozmowy z dziennikarzem dokonałam niezamierzonego skrótu myślowego. Mówiąc o zabijaniu nie miałam na myśli dosłownego pozbawiania psów życia, a doprowadzanie do ich śmierci przez rażące i świadome zaniedbania właściciela schroniska – prostuje swoją wypowiedź Katarzyna Śliwa-Łobacz z Fundacji Mondo Cane.

 

Materiał ze schroniska "Happy Dog" będzie można niebawem obejrzeć w TVP1.

Kliknij tutaj i przeczytaj oświdczenie Fundacji Złap Dom w sprawie schroniska Happy Dog.

ur

Fot. Fundacja Złap Dom/Facebook

Aplikacja egarwolin.pl

Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś koniecznie zainstaluj naszą aplikację, która dostępna jest na telefony z systemem Android i iOS.


Aplikacja na Androida Aplikacja na IOS

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    KOMORNIK - niezalogowany 2018-01-18 19:00:00

    takich ludzi to nie do wiezienia tylko ich w takiej sytuacji postawic

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    DamianHondaSobolew - niezalogowany 2018-01-18 21:25:20

    Osobiście uważam że powinno się zamknąć właściciela na tydzień w klatce z jakimś psem żeby mógł się zbliżyć do swych podopiecznych i lepiej poznać "wygody" wynikające z panujących tam warunków. Podobno pies najlepszym przyjacielem człowieka więc tym bardziej powinno się podobać ;)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Gość - niezalogowany 2018-01-18 22:32:38

    A co z psami pod pilawską Biedronką? Z kim ma gmina podpisaną umowę na odławianie? Dlaczego te psy wciąż biegają po ulicach? Ciągle jest tam cała zgraja psów. Od miesięcy te same. Jeden z nich biegał w poniedziałek z ogromnym przyrodzeniem na wierzchu. Żal patrzeć :(

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo eGarwolin.pl




Reklama