:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
  -4°C bezchmurnie

„Schronisko w Sobolewie to mordownia” Właściciel: „To pomówienie”

Dręczenie i zabijanie psów za publiczne pieniądze przy cichym przyzwoleniu gmin, które płacą raz i myślą, że mają spokój – to ciężki zarzut, jaki wysuwa wobec schroniska „Happy Dog” w Sobolewie Fundacja Mondo Cane, która wraz z wolontariuszami i innymi organizacjami broniącymi praw zwierząt planuje złożyć do garwolińskiej prokuratury zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. Właściciel schroniska twierdzi, że to pomówienie i będzie dochodził swoich praw w sądzie. Jak naprawdę wygląda „pieskie życie” w Nowej Krępie?

Wczoraj, gdy odwiedziliśmy schronisko „Happy Dog” w Sobolewie, nie zostaliśmy wpuszczeni dalej niż za bramę wjazdową. Nie udało się nam zobaczyć w jakich warunkach żyją tam psy. Od właściciela dowiedzieliśmy się, że zostaniemy zaproszeni w przyszłym tygodniu i wtedy będziemy mogli robić zdjęcia i nagrywać video. Zrobione wczoraj zdjęcia, na żądanie pracownicy schroniska i wezwanej na miejsce policji, musieliśmy skasować, ponieważ na terenie „Happy Dog” w Sobolewie obowiązuje zakaz fotografowania. Dziś, podczas rozmowy telefonicznej, właściciel placówki przyznał, że nie wpuścił nas na teren z boksami, ponieważ był zdenerwowany posądzeniami o kradzież psa, którego w jego schronisku nie ma.

 

Jak naprawdę wygląda „pieskie życie” w Nowej Krępie?

W jakich warunkach w sobolewskim schronisku żyją zwierzęta? Jaką opinię o „Happy Dog” ma powiatowy lekarz weterynarii? Dlaczego Fundacje broniące praw zwierząt rozpętały medialną burzę i planują składać do garwolińskiej prokuratury zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa? Jak szereg zarzutów ze strony wolontariuszy komentuje właściciel schroniska? I wreszcie, czy ujawnienie po prawie 2 latach nieprawidłowości w placówce rzeczywiście ma związek z zerwaniem przez własciciela współpracy z fundacją, która miała wchodzić w kompetencje pracowników „Happy Dog”? Co ciekawe, każda ze stron tego sporu twierdzi, że tej drugiej chodzi nie o dobro zwierząt, ale o pieniądze...

 

Chcieli promować schronisko, wolontariat i adopcje

O swojej pracy w schronisku i nieprawidłowościach opowiada 24-letnia Karolina Lewandowska z Pilawy. – Moja krótka, acz intensywna przygoda z wolontariatem w schronisku Happy Dog rozpoczęła się we wrześniu 2016 roku. Zadzwonił do mnie znajomy z informacją, że wraz z kilkoma innymi osobami jadą w pierwszy weekend września do schroniska w Sobolewie na rozmowę z kierownikiem odnośnie zbudowania wolontariatu. Pomyślałam czemu nie, fajna okazja, by zrobić dla zwierząt coś więcej, niż dotychczas. Na miejscu spotkałam kilku zwierzolubnych znajomych, posiadających kilkuletnie doświadczenie w pracy z bezdomnymi zwierzakami oraz kilka nowych twarzy, m.in. ekipę Fundacji Złap Dom. Ze spotkania wyjechaliśmy pełni entuzjazmu. Wydawało nam się, że z pomocą uprzejmego i otwartego na współpracę kierownika możemy zrobić dużo dobrego. Ustaliliśmy, że w każdą sobotę miesiąca organizować będziemy dni spacerowe, czyli nic innego jak zabieranie psów na spacery. Ustaliliśmy również, że możemy promować psy do adopcji oraz zabierać na tzw. domy tymczasowe. Stworzyliśmy na facebooku stronę wolontariacką, na której zamieszczaliśmy psy czekające na adopcje, ponieważ na stronie internetowej, prowadzonej przez kierownictwo nie zamieszczano ogłoszeń adopcyjnych. Jednym z naszych głównych założeń było wypromowanie schroniska i zachęcenie do wolontariatu jak największej ilości osób, ponieważ w dużej mierze nawet lokalna społeczność nie miała pojęcia o istnieniu schroniska na ich terenie. Wraz z upływem czasu na sobotnie spacery zaczęło przyjeżdżać coraz więcej osób i coraz więcej psów znajdowało domy. Od września 2016 do chwili obecnej wolontariat znalazł domy dla prawie 200 psów i kilkudziesięciu kotów. Wraz z upływem czasu zaczęliśmy też dostrzegać wiele nieprawidłowości – wspomina 24-letnia miłośniczka zwierząt.

 

Szereg nieprawidłowości

– Największy problem stanowił fakt zatrudnienia jednego pracownika. W połowie 2017 roku w schronisku przebywało prawie 300 psów. Logicznym zatem było, że jeden pracownik nie jest w stanie wykonać wszystkich swoich obowiązków, dlatego każdej soboty staraliśmy się pomóc. Muszę zaznaczyć, że nikt nas o to nie prosił, ani nie zmuszał. Co prawda przyjeżdżaliśmy, by zabrać psy na spacer, ale nie mogliśmy biernie patrzeć na brudne boksy i brak czystej wody w miskach. Gdy psy z danego boksu wychodziły na spacer, wtedy dwójka wolontariuszy szybko go myła, by po spacerze mogły już wrócić do czystego miejsca. W okresie jesienno-zimowym wymienialiśmy także słomę w budach. Tę "brudną robotę" paradoksalnie w większości wykonywały dziewczyny. Przez pierwszy rok przyjeżdżałam do schroniska w każdą sobotę, bez względu na warunki atmosferyczne, tak samo jak i wszyscy pozostali wolontariusze. Nie straszny był nam deszcz, upał, czy mróz. Później zaczęłam studia i moje przyjazdy były już rzadsze. Przez cały rok rozmawialiśmy z kierownikiem odnośnie zauważanych przez nas nieprawidłowości: braku sterylizacji i kastracji, jednego pracownika, a co się z tym wiąże bardzo zanieczyszczonych boksów, braku wody w boksach, niedożywienia psów, braku regularnej opieki wyerynaryjnej (schronisko ma podpisaną umowę z weterynarzem w klinice w Puławach, oddalonej o 60 km), przepełnieniu – psy zaczęły być umieszczane na wybiegach, bez ochrony przed warunkami atmosferycznymi, braku kwarantanny – w boksach oznaczonych jako kwarantannowe umieszczano po kilka psów; braku regularnych szczepień – bardzo często psy były szczepione przeciwko wściekliźnie po kilku miesiącach pobytu w schronisku dopiero, gdy miały trafić do adopcji – wylicza Karolina Lewandowska, która zaznacza, że wolontariusze nie chcieli konfliktu i pogrążenia właściciela schroniska, ale nie mogli już dłużej patrzeć na to, jak zwierzetom dzieje się krzywda, mimo wielokrotnych próśb o poprawę warunków.

Dzień przed Sylwestrem 24-letnia wolontariuszka z Pilawy dowiedziała się, że nie może podpisać nowego regulaminu, aby dalej pomagać w „Happy Dog”, ponieważ właściciel schroniska zakończył z nią współpracę.

 

Połowa została zabita, a połowa umarła”

Sprawą schroniska w gminie Sobolew zajęła się Fundacja Mondo Cane we współpracy ze Strażą Ochrony Zwierząt z Lublina, Fundacjami Złap Dom i Temida oraz Strażą Zwierząt Powiatu Grodziskiego. Katarzyna Śliwa-Łobacz z Fundacji Mondo Cane podkreśla, że źle w schronisku „Happy Dog” dzieje się od co najmniej 2 lat i od tego czasu docierały różne sygnały o nieprawidłowościach. – Dochodziły głosy, że właściciel głodzi psy, że są one poranione. Gdyby nie te dziewczyny ze Złap Dom i lubelskiej Straży, to tam połowa stanu by nie żyła, bo one zajmowały się wyciąganiem tych najgorszych przypadków i leczeniem ich na własny koszt. Ponieważ nie potrafiły sobie poradzić w sensie prawnym zwróciły się do mnie, a ja jako fundacja jestem tym zainteresowana, bo jadą tam psy z mojego terenu. Na początku nie było tam żadnych psów. W tej chwili jest przegęszczenie i tragiczne warunki – mówi kobieta i podaje przykład dokumentu z jednej z gmin, z której odłowiono w ciągu roku 16 psów. Samorząd tej gminy otrzymał odpowiedź, że 8 zwierząt już nie żyje. – Połowa została zabita, a połowa umarła. Więc jakie to jest schronisko, które ma 50-procentową śmiertelność? A gminy płacą. I problemem jest to, że gminy płacą głównie stawki jednorazowe, czyli za psa zapłacone, przyniósł w pysku, może go szlag trafić. Gdyby płacili stawki np. dzienne to przynajmniej by próbowali kontrolować, co się dzieje. Wina tutaj największa jest po stronie samorządów – stwierdza Śliwa-Łobacz.

 

Mają dowody i zeznania kilkudziesięciu świadków

Uchybień, które dostrzegli wolontariusze jest szereg. Katarzyna Śliwa-Łobacz zapewnia, że o wszystkich w ciągu tygodnia szczegółowo poinformuje Prokuraturę Rejonową w Garwolinie, do której zamierza złożyć zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa z bogatym materiałem dowodowym i zeznaniami kilkudziesięciu świadków bestialskich praktyk. – Tam po prostu się dręczy i zabija zwierzęta za publiczne pieniądze, albo one umierają, bo nie udziela się im pomocy.(*Sprostowanie wypowiedzi pod artykułem) (…) Facet jest typowym hyclem. Jest takich w Polsce kilkunastu, czyli kasa, kasa, kasa. (…) Będziemy dążyć do tego, żeby gminy zerwały umowy z tym schroniskiem i żeby wcześniej kontrolowały, co dzieje się z psami, bo gminom się wydaje, że jeżeli raz zostało zapłacone, to mają z głowy problem. Natomiast według prawa ten pies jest nadal ich własnością. Zainteresowanie jest zerowe albo niewielkie. Jest to więc ciche przyzwolenie z ich strony na to co się tam dzieje, bo gminy nie mają problemu – stwierdza. Katarzyna Śliwa-Łobacz zarzuca powiatowemu lekarzowi weterynarii, że nie zrobił nic, skoro taka mordownia może w województwie mazowieckim istnieć, a dodatkowo uprzedzał właściciela schroniska o planowanych kontrolach, aby ten mógł się do nich przygotować. Przedstawicielka Mondo Cane dodaje, że zawiadomi o tym Krajową Izbę Lekarsko-Weterynaryjną i w dalszym ciągu z innymi organizacjami będzie walczyć o wprowadzenie zakazu prowadzenia komercyjnych schronisk.

p>

 

Właściciel będzie bronił swojego dobrego imienia w sądzie

– To jest pomówienie – mówi Marian Drewnik, właściciel schroniska Happy Dog. Mężczyzna zapewnia, że w jego schronisku nigdy nie było takich praktyk, jakie zarzucają mu wolontariusze i fundacje. Marian Drewnik zaznacza, że jako właściciel schroniska ma prawo ustalić obowiązujące w nim zasady także te dotyczące wolontariatu i sporządzić stosowny regulamin oraz nie wpuszczać osób, które się do niego nie stosują. Podobnie jest z adopcjami. To on decyduje, czy osoba chcąca adoptować zwierzę je otrzyma. Tymczasem, jak twierdzi mężczyzna, wolontariusze i członkowie fundacji Złap Dom zaczęli wchodzić w kompetencje jego i pracowników schroniska.

Właściciel „Happy Dog” informuje, że będzie bronił swojego dobrego imienia w sądzie, a jego adwokat przygotuje stosowne oświadczenie, w kórym zarzuty wolontariuszy i fundacji zostaną odparte. – Do wszystkich oszczerstw się odniesiemy. To wszystko będzie rozpatrywane przez sąd. Ja sobie na to absolutnie nie pozwolę. To jest moje prywatne schronisko. Moim nadrzędnym zwierzchnikiem jest powiatowy inspektor weterynarii, wojewódzki inspektor weterynarii i samorządy gminne, które za psy płacą. (…) Fundacje zbierają pieniądze. Dobro zwierząt jest na końcu. Tylko pieniądze się liczą – podkreśla Marian Drewnik.

 

Dobra ocena PIW

– Mamy to schronisko pod nadzorem i kontrole prowadzimy zgodnie z harmonogramem, który jest corocznie sporządzany. W tym roku jeszcze takiej kontroli nie było, natomiast w ubiegłym roku kontrole się odbywały. Było ich kilka. Z tego co mi wiadomo, jakieś drobne uchybienia występowały, ale w zaleceniach pokontrolnych zostało to sformułowane i na bieżąco były usuwane te niedociągnięcia – zapewnia Andrzej Koryś, powiatowy lekarz weterynarii w Garwolinie, który dodaje, że jego opinia o schronisku jest dobra.

 

Nie każdego psa da się uratować

Czy publikowane przez fundacje zdjęcia poranionych, wygłodzonych psów oraz informacje o wysokiej śmiertelności zwierząt w Nowej Krępie nie budzą niepokoju PIW? –Schronisko jest miejscem specyficznym, gdzie trafiają zwierzęta z ulicy, zwierzęta bezpańskie i bezdomne w różnym stanie, często jest to stan nieomalże agonalny, ponieważ pies niedozorowany, nieleczony, niekarmiony i odłowiony na ulicy czy w rowie jest często w złym lub bardzo złym stanie – zaznacza Andrzej Koryś, który dodaje, że placówka zapewnia zwierzetom opiekę weterynaryjną. Nie słyszałem, żeby właściciel nie godził się na leczenie zwierząt jeśli zachodzi taka konieczność, natomiast trzeba się liczyć z tym, że część z tych zwierząt nie jest w stanie przeżyć nawet mimo podjętych działań opiekuńczych w tym schronisku. Zdjęcie psa można wykonać w różnym okresie jego życia i przedstawić to jako złe warunki, natomiast trzeba byłoby zainteresować się historią poszczególnych zwierząt, których czasami mimo leczenia, nie da się uratować. Nikt tych zwierząt bez uzasadnionej przyczyny nie usypia. Nikt nie zaniechuje leczenia tych zwierząt, póki jest jakaś nadzieja, że się zwierzę wyprowadzi z tego złego stanu. Świadczą o tym dobitnie wpisy w książce leczenia zwierząt – podkreśla powiatowy lekarz weterynarii.

 

Piekło zrobiło się po zerwaniu współpracy z fundacją

Andrzej Koryś przyznaje, że cały czas do PIW wpływają wnioski o skontrolowanie schroniska w Nowej Krępie. – Fundacja, która rozpętała tę akcję medialną współpracowała ze schroniskiem ponad 1,5 roku na zasadach wolontariatu i w wyniku nieporozumień i zerwania współpracy właściciela z tą fundacją nastąpiło nagle całkowita zmiana patrzenia na schronisko. Przez te 1,5 roku współpracy od tej fundacji nie miałem żadnych sygnałów, ze coś złego w tym schronisku się dzieje, a z chwilą zerwania współpracy zrobiło się niemalże piekło dla zwierząt w tym schronisku. Subiektywne odczucia pań, które straciły wpływ na to schronisko może są i uzasadnione, natomiast nic nie mają wspólnego z obiektywizmem – stwierdza Koryś. Lekarz dodaje, że fundacja wysłała pisma do wszystkich gmin, z którymi Happy Dog ma podpisaną umowę i te samorzady wystapiły z wnioskami o kontrole. Andrzej Koryś zapewnia, że kontrole będą się odbywały zgodnie z harmonogramem, a w poważnych przypadkach są przeprowadzane kontrole interwencyjne. Dodaje, że gminy mogą wysłać swojego przedstawiciela do schroniska, żeby sprawdził w jakich warunkach żyją psy, należące nadal do gminy, za których odłowienie i umieszczenie w schronisku samorząd płaci jednorazowo lub regularnie. – Gdyby gminy były naprawdę zainteresowane losem swoich zwierząt mogłyby podpisywać umowy na np. miesięczny pobyt zwierzecia i za taki czas wnosić opłatę i później ją powtarzać. Wtedy nie ma zarzutu, że schronisko wzięło kasę i pozbyło się zwierzecia, bo w ten sposób ma zyski. Wtedy gmina reguluje opłaty miesięcznie i kontroluje, czy zwierzę jest czy go nie ma – wyjaśnia Andrzej Koryś.

 

Szukali psa. Nie wpuszczono ich do schroniska

W ostatnich dniach udostępnialiśmy post o zaginięciu Seby – psa państwa Osiaków z gminy Garwolin. Z informacji różnych osób wynikało, że psa widziano m.in. w Górznie i Łaskarzewie. Zrozpaczeni właściciele spędzili wiele godzin jeżdżąc po terenie powiatu. Ich wielodniowe poszukiwania nie przynosły jednak rezultatu. Nagle, ślad się urwał. Psa nikt nie widział. Agnieszka i Zygmunt Osiak dowiedzieli się, że psy na terenie gminy są odławiane przez właściciela schroniska „Happy Dog”, z którym gmina ma podpisaną stosowną umowę. Właściciele Seby pojechali we wtorek 16 stycznia do schroniska, aby sprawdzić, czy ich pies rzeczywiście może tam przebywać. Nie zostali jednak wpuszczeni. Agnieszka Osiak poinformowała nas, że pracownik schroniska, od którego wyraźnie było czuć alkohol, powiedział, że taki pies może w schronisku się znajdować. W rozmowie telefonicznej właściciel schroniska zakomunikował pani Agnieszce, że jej psa nie ma w „Happy Dog”, a wjeść na teren placówki nie może. W środę 17 stycznia towarzyszyliśmy właścicielom Seby podczas kolejnej wizyty w schronisku. Ponownie padła informacja o tym, że nie możemy wejść za drugą bramę i sprawdzić, czy zwierzę zostało odłowione. Właścicielka psa wezwała policję. Zdjęcie wykonane przez nas podczas interwencji mundurowych musieliśmy skasować na żądanie pracownicy schroniska i pod bacznym okiem policjanta, który przypomniał, że na bramie placówki widnieje tabliczka z zakazem fotografowania.

 

Policjanci zastali czyste boksy i zadbane zwierzęta

Policjanci z pracownicą schroniska weszli za drugą bramę, gdzie znajdują się boksy ze zwierzętami i po ich sprawdzeniu poinformowali państwa Osiaków, że ich psa tam nie ma. Na miejscu zapytaliśmy funkcjonariuszy, jak oceniają warunki, w jakich przebywają psy i ich ogólny stan. Usłyszeliśmy, że w ich odczuciu zwierzętom nie dzieje się krzywda. – Na miejscu policjanci zastali czyste boksy i zadbane zwierzęta – potwierdza asp. szt. Marek Kapusta, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Garwolinie.

 

– Mordownie trzeba zamykać, a nie pozwalać na bogacenie się kilkunastu sprytnych hycli. To, co się stało, już się nie odstanie, nawet jeśli hycel założy złote klamki i wszystko wysprzątał to nie zmieni faktu, że popełniał przestępstwo przez prawie dwa lata. Materiał dowodowy jest porażający – puentuje Katarzyna Śliwa-Łobacz z Fundacji Mondo Cane.

 

Sprostowanie: – Podczas rozmowy z dziennikarzem dokonałam niezamierzonego skrótu myślowego. Mówiąc o zabijaniu nie miałam na myśli dosłownego pozbawiania psów życia, a doprowadzanie do ich śmierci przez rażące i świadome zaniedbania właściciela schroniska – prostuje swoją wypowiedź Katarzyna Śliwa-Łobacz z Fundacji Mondo Cane.

 

Materiał ze schroniska "Happy Dog" będzie można niebawem oberzeć w TVP1.

Kliknij tutaj i przeczytaj oświdczenie Fundacji Złap Dom w sprawie schroniska Happy Dog.

ur

Fot. Fundacja Złap Dom/Facebook


„Schronisko w Sobolewie to mordownia” Właściciel: „To pomówienie” komentarze opinie

  • KOMORNIK - niezalogowany 2018-01-18 19:00:00

    takich ludzi to nie do wiezienia tylko ich w takiej sytuacji postawic

  • DamianHondaSobolew - niezalogowany 2018-01-18 21:25:20

    Osobiście uważam że powinno się zamknąć właściciela na tydzień w klatce z jakimś psem żeby mógł się zbliżyć do swych podopiecznych i lepiej poznać "wygody" wynikające z panujących tam warunków. Podobno pies najlepszym przyjacielem człowieka więc tym bardziej powinno się podobać ;)

  • Gość - niezalogowany 2018-01-18 22:32:38

    A co z psami pod pilawską Biedronką? Z kim ma gmina podpisaną umowę na odławianie? Dlaczego te psy wciąż biegają po ulicach? Ciągle jest tam cała zgraja psów. Od miesięcy te same. Jeden z nich biegał w poniedziałek z ogromnym przyrodzeniem na wierzchu. Żal patrzeć :(

  • Gość - niezalogowany 2018-01-18 22:45:07

    Panie Drewnik co Panu te biedne psy zrobiły, że się nad nimi tak znęcasz??? Zobaczysz, że za to w drugim życiu będziesz psem, który żyje w takim piekle jakie fundujesz tym biednym zwierzakom. Karma wraca, przekonasz się jeszcze o tym

  • gość 2018-01-18 22:51:41

    tu chodzi tylko o kasę za darmo , że są jeszcze naiwni co przekazują procent podatku na tuczenie członków takich fundacji .

  • Gość - niezalogowany 2018-01-19 09:24:31

    Dobra fundacja odcieli dopływ gotówki. A może ktoś sprawdzi KRS fundacji złap dom, że została na szybko założona jak zaczęła pani przyjeżdżać do schroniskach żeby ciągnąć kasę. Do dnia dzisiejszego gdzie od xx czasu jak jest w artykule nie ma wejścia do schroniska na serwisach pomagam.pl i innych wyciąga kasę od naiwnych ludzi pod przykrywką schroniska. Skończyła się kasa dla złap dom trzeba robić awanturę, piękne potwierdzenie w artykule.

  • gość 2018-01-19 09:25:05

    Gdyby nie dziewczyny z Fundacji Złap Dom śmiertelność w tym "schronisku" byłaby o wiele większa. Wyciągały najgorsze przypadki. Przez długi czas próbowano ugodowo rozwiązać te sytuację, proszono właściciela o poprawę warunków, oferowano pomoc. Do niego nic nie dociera, uparł się, że to jego biznes i nikt nie ma prawa niczego od niego wymagać. Teraz zamknął kilkadziesiąt psów i nikt nie ma do nich dostępu. -.- Każdy kto klepie w klawiaturę i obraża innych, a sam ani razu nie pofatygował się żeby odwiedzić psiny w którąś sobotę niech się zastanowi. Dobrze, że to co tam się dzieje w końcu zostaje nagłośnione,

  • Gość - niezalogowany 2018-01-19 18:54:31

    UR swietny artykul na niesamowicie bulwersujacy i wazny temat. Swietne dziennikarskie sledztwo i z checia obejrzalabym program w TVP1 na temat schroniska. Wiecej takich dociekliwych dziennikarzy, ktorzy patrza ludziom na rece, gdy ci krzywdza slabszych.

  • Gość - niezalogowany 2018-01-19 21:50:49

    Kolejna obrażona fundacja . Jak odcina się im dopływ kasy zaczynają nagonkę . Schronisko jest ok. Tylko układ padł i zaczą się dym. Opanujcie się !!!

  • Gość - niezalogowany 2018-01-20 08:27:39

    Schronisko jest ok? Byłeś tam kiedyś,że wypisujesz takie głupoty?!

  • gość 2018-01-20 10:26:40

    Świetnie powiedziane. Ja byłam w schronisku. I tam wszystko jest ok. Łatwo zrobić zdjęcie zabiedzonemu i pogryzionemu zwierzęciu przywiezionemu z interwencji, z terenu - po zgłoszeniu. A wspomniana Fundacja - żal słuchać.

  • Gość - niezalogowany 2018-01-21 12:59:39

    Pies, którego zdjęcie widnieje w nagłówku artykułu, rudy, duży, z wystającymi żebrami...nadal tak wygląda;( wczoraj byłam z nim na spacerze i dokarmiałam w lesie, bo można było policzyć mu żebra i poczuć każdą inną kość przy głaskaniu. Wszystkie psy, które wychodziły wczoraj na spacer( jak mi powiedziano, nie były one tydzień temu!) miały biegunkę i były głodne

  • Gość - niezalogowany 2018-01-21 17:24:07

    Byłam w schronisku w Sobolewie. Nie byłam w bezpośrednim pobliżu boksów bo tam nikt nie został wpuszczony. Emocjonalnie bardzo to przeżyłam.Gdy zobaczyłam jak te psy o mało nie przeskoczą krat i głośnym szczekaniem chcą zwrócić na siebie uwagę, łzy same płynęły. I nie tylko mnie.Psy była wyprowadzane pojedyńczo przez pracownika i trzeba było na nie czekać. Można to było zorganizować lepiej,wtedy więcej psów skorzystałoby ze spaceru. A tak część psów została w boksach i znów trzeba widzieć te smutne oczy patrzące zza krat,tracące nadzieję na cokolwiek lepszego.Trzeba być tam i widzieć te wyprowadzane psy,które szaleją z radości,jakby czuły,że ktoś je przytuli,pogłaszcze i zabierze na spacer. Te oczy wpatrzone w człowieka,to tulenie się,ta ich radość- tego się nie zapomina.Ktoś kto tego nie widział i nie przeżył, niech nie zabiera głosu. Trzeba szanować tych młodych ludzi,którzy poświęcają swój wolny czas,którym zależy na sercu los ,,naszych braci mniejszych,,. Piękna Młodzież!.

  • Małgorzata - niezalogowany 2018-01-24 13:27:19

    Jak to nie można wejść i sprawdzić, czy nie ma psa na kwarantannie? Kilka lat temu zaginął mój pies. Odnalazłam go w schronisku na Paluchu, chodząc pomiędzy boksami. Nikt nie robił mi żadnych problemów, a pracownica schroniska pomogła szukać. Wejśc mogłam wszędzie, nie mieli nic do ukrycia. Cieszyli się, że poszukiwałam psa i go odnalazłam. Przy okazji adoptowałam jeszcze jednego. Co za szuja prowadzi to schronisko? Z policją??? A skąd policjant ma wiedzieć, czy pies jest mój, czy nie. Jeśli nie jest rasowy, sama muszę go zobaczyć. A może przeoczyli? Jak ktoś ma czyste ręce, to nie ma nic do ukrycia. Ręka rękę myje. Układy i układziki.

  • gość 2018-01-25 16:05:35

    A ja się pytam dlaczego te wszystkie pseudofundacje nie założą własnego schroniska i nie pokażą jak powinien wyglądać standard opieki nad zwierzętami? Łatwo mienić się obrońcą zwierząt i walczyć o ich dobrobyt przy użyciu cudzych rąk i pieniędzy! Każde schronisko w kraju ma problem z tymi oszołomami nazywającymi bezpodstawnie te placówki mordowniami zwierząt - bo chodzi tu nie o dobro zwierząt, ale o szum jaki robi się w mediach wokół tych jedno lub kilkuosobowych fundacyjek, które w ten sposób chcą zaistnieć w przestrzeni publicznej by móc czerpać profity z przekazywanych im przez naiwnych ludzi datków (darowizny, 1% podatku, zbiórki publiczne itp.)! Tu nie chodzi o zwierzęta - tu chodzi o biznes! Nie narobić się, a zarobić!!!

  • gość 2018-01-30 14:31:05

    Do wszystkich, który widzieli zagłodzonego psa na spacerze: Nie opowiadać o tym tylko telefon i nie zdjęcie a Policję wezwać. Znęcanie się jest karalne, a kto nie informuje o tym odpowiada za współudział. Tak zrobić zdjęcie i powiedzieć "o to taki był biedny" każdy umie, każdy może opowiadać co mu się podoba. Jak chcecie działać to działajcie dzwońcie na Policję. Czy wszyscy są już w spisku i nie ma gdzie dzwonić???? Jjeli ktoś uważa, że cały świat jest już w spisku powinien się leczyć.

  • Gość - niezalogowany 2018-02-10 19:00:20

    Jesteście podli. Jal mozna tak oczerniac człowieka??? Wiecie ile on robi dla tych zwierzat??? Sama mam psa z tego schroniska, bylam, widzialam, mozna wejsc, nikt nie robi problemow.

  • gość 2018-02-14 16:11:37

    Gość - niezalogowany 2018-02-10 19:00:20 Jesteście podli. Jal mozna tak oczerniac człowieka??? Wiecie ile on robi dla tych zwierzat??? Sama mam psa z tego schroniska, bylam, widzialam, mozna wejsc, nikt nie robi problemow. x W reportażu wyemitowanym wczoraj 13.02.2018r w TVP wyraźnie widać i słychać, że jednak jest inaczej.

  • Gość - niezalogowany 2018-02-15 19:18:20

    Podejrzana fundacja. Czekali 2 lata i nie zrobili nic. Niech dają kasę na leczenie psów. W końcu dostają 1% podatku. To na co wydają kasę? Powinni na zwierzęta.

  • Wolny - niezalogowany 2018-02-15 23:32:15

    Panie Drewnik, jest pan bydlakiem.

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na eGarwolin.pl