W programie telewizyjnym Stanisław Głowala opowiedział o swoim niecodziennym dzieciństwie, muzycznej pasji i debiucie na dużej scenie. Przeszedł długą drogę od dziewczęcych sukienek po naukę gry na gitarze i prowadzenie rodzinnego biznesu. Po latach wrócił do muzyki, zachwycając jury programu swoim wyjątkowym talentem.
W sobotę, 17 stycznia, w telewizyjnej dwójce mogliśmy obejrzeć występ pochodzącego z Garwolina Stanisława Głowali. 64-letni muzyk oraz nauczyciel angielskiego stanął na scenie programu "The Voice Senior" biorąc udział w "Przesłuchaniach w ciemno".
W programie telewizyjnym TVP2 Stanisław opowiedział o swoim dzieciństwie. – Mieszkaliśmy w wynajętym, drewnianym domku. To były dwa pomieszczenia, a było nas sześcioro. Była też wspólna toaleta dla kilku domów – wspomina Głowala. – Legenda głosi, że byłem ubierany do około dwóch, trzech lat w ubrania po moich siostrach ze względów oszczędnościowych. Chodziłem więc w bardzo stylowych, pięknych sukieneczkach. Później zbuntowałem się i mama kupiła mi pierwszy garniturek – dodaje z uśmiechem.
Stanisław swoją przygodę z muzyką zaczął jeszcze w podstawówce, gdy w domu pojawiła się gitara jego siostry. – To była gitara Defil, bardzo trudna do grania, bardzo twarda. Przetrwałem tę gitarę, później zarobiłem na kolejną – wspominał w programie. Dokładnie ten instrument sprzedał – jak sam mówi, praktycznie oddał – Maćkowi Gładyszowi, obecnemu gitarzyście zespołu Wilki, który również pochodzi z Garwolina. – Muszę się też pochwalić, że byłem jego nauczycielem – zaciekawił słuchaczy Staszek. – Uczyłem go grać na gitarze, aczkolwiek on przerósł mnie w ciągu pół roku.
W programie Głowala przyznał, że po ukończeniu liceum chciał aplikować na studia muzyczne, konkretnie na dyrygenturę. – Niestety mój tata powiedział, że nie będzie finansował takich może fanaberii, coś w tym stylu – wspomniał artysta. Rodzinny zakład introligatorski był miejscem, w którym Stanisław praktykował i zdobył tytuł mistrza. Później przez 30 lat sam prowadził biznes, aż pandemia odcięła go od klientów i zmusiła do zmiany planów. W międzyczasie zrobił dyplom z filologii angielskiej i od tamtej pory uczy angielskiego we własnej szkole.
Iskrą do powrotu Stanisława do muzyki stał się chór Camerata Gminnego Ośrodka Kultury w Wildze. – Jest to chór amatorski, ale prowadzony przez najlepszego mistrza… – mówi prowadzącym, Kazimierzu Bukacie, wieloletnim dyrygencie i chórmistrzu Filharmonii Narodowej. Głowala interesuje się muzyką bardzo szeroko – jak wyznał w programie – zaczyna od średniowiecza, a kończy na heavy metalu, przechodząc przez muzykę barokową, popową czy rockową. Występ w telewizji był jego debiutem na dużej scenie. Przyznał, że śpiew solowy zawsze go paraliżował i wcześniej nie występował na tak dużych wydarzeniach. Zdecydował się spróbować, żeby sprawdzić, czy rzeczywiście dobrze śpiewa. Program traktuje też jako rodzaj terapii behawioralnej – porównał to do strachu przed jazdą windą: gdy się boimy, najłatwiej oswoić lęk, jeżdżąc nią przez trzy godziny w górę i w dół. – Nie jestem idealnym muzykiem, nie jestem idealnym wokalistą, nie jestem idealnym gitarzystą, ale dzięki temu mogę choć trochę dotknąć rąbka sukni tej pięknej damy, która nazywa się muzyką – wyznał chwilę przed występem.
Na swój telewizyjny debiut Stanisław Głowala wybrał utwór „The Sound of Silence” autorstwa Simona & Garfunkela. Ten wybór zagwarantował mu udział w programie. Majka Jeżowska i Alicja Majewska, zachwycone głosem Staszka, wcisnęły przycisk i ich fotele się odwróciły. – Początki były słabe, w sensie, że była barwa, ale brak kontroli nad tym, co się działo w piosence. Pokonałeś tremę! – skomentowała Jeżowska.
W drugiej części występu Głowala zaprosił na scenę swoje córki: Karolinę, która również śpiewa oraz Julię, grającą na harfie. Wspólnie wykonali utwór Beyoncé „Halo”. Rodzinny występ zachwycił jury, szczególnie Majkę Jeżowską, która chwaliła córki muzyka. Po zakończeniu przyszedł czas na wybór trenera. Na backstage’u rodzina sugerowała, że mógłby wybrać drużynę Alicji Majewskiej; sam skierował do niej słowa szacunku za wkład w polską muzykę. Ostatecznie, ku radości Jeżowskiej, zdecydował się na jej drużynę. – Będziemy się widywać. Po prostu. I myślę, że z córkami też, bo one będą nam pomagać – skomentowała wybór Majka. – Staszek, choć zaprezentował się skromnie, można powiedzieć, to może nas jeszcze zaskoczyć – zakończyła piosenkarka.
fot. screeny: vod.tvp.pl
Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś koniecznie zainstaluj naszą aplikację, która dostępna jest na telefony z systemem Android i iOS.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze