:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
  -4°C bezchmurnie

Bo żeby wejść na górę, trzeba najpierw z niej zejść

Beata Pasternak to 30-letnia mieszkanka Głoskowa, radna gminy Borowie i dyrektor Powiatowego Centrum Kultury i Promocji w Miętnem. Prywatnie pasjonuje się wspinaczką wysokogórską. O pięknej i bywa, że niebezpiecznej pasji z Beatą Pasternak rozmawiał Krzysztof Kot, redaktor naczelny portalu eGarwolin i współtwórca portalu historycznego Garwolin.org.

Krzysztof Kot: Od jak dawna wspinaczka wysokogórska jest Twoją pasją?  

Beata Pasternak: W latach szkolnych, kiedy uczęszczałam do Publicznego Gimnazjum w Michałówce, pojechałam po raz pierwszy na wycieczkę szkolną do Zakopanego i zobaczyłam po raz pierwszy góry i Tatry. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Podziwiałam je jedynie z dołu, z Krupówek. Miałam wtedy jakieś 15 lat. Wymarzyłam sobie, że jeszcze kiedyś tu wrócę i wejdę na któryś szczyt. I tak było, tylko musiało kilka dobrych  lat upłynąć. Ograniczenia, obowiązki, strach. No, ale o problemach, które minęły opowiadać nie będę.  W wieku lat dwudziestu kilku zaczęłam organizować wspólne wyjazdy w Tatry ze znajomymi z Garwolina i okolic. Dołączali do nas także znajomi znajomych. Oczywiście z planem chodzenia po górach, a nie po Krupówkach. Dlatego dla niektórych były to pierwsze wyjazdy i ostatnie (uśmiech). Nie wszystkich przecież musi kręcić to samo co mnie. Ja za to chciałam częściej, więcej i wyżej.  Miejscowy skład mi się wykruszał, a ci co chcieli nie zawsze mogli mi towarzyszyć. Więc co robić? Siedzieć i czekać? Na co? Zaczęłam jeździć w Tatry sama.

KK: Jesteś radną i dyrektor PCKiP w Miętnem Jak łączysz obowiązki zawodowe z pasją, która wymaga przygotowania przed wejściem na szczyt?

BP:  Zdecydowanie łącze. W górach myślę o pracy, a w pracy myślę o górach (śmiech).  Zależy o co pytasz.  Pod kątem kondycyjnym czy wyjazdowym?  Bo o zasadach używania czekana i raków opowiadać mi nie każesz? To jest temat na inny wywiad.

KK:  W takim razie kondycja i wyjazdy.

BP:  Pod kątem kondycyjnym to przede wszystkim nie leżę przed telewizorem. Wyjątkiem są książki.  Pod kątem logistycznym to temat dość ciekawy.  Bo pasja wymaga przejechania pół Polski, żeby dostać się w góry, a to zabiera sporo czasu. Faktycznie, w górach potrafię być kilkanaście razy w roku, a na dodatek mam jeszcze zaległy urlop. Z niektórych wyjazdów wrzucam relacje fotograficzne na Facebooka. Na podstawie tych zdjęć, znajomi często zadają mi pytanie, skąd ja mam tyle wolnego. A ja na podstawie tych pytań, zachodzę w głowę, dlaczego ludzie tak dosłownie traktują internet. No właśnie w tym rzecz, że nie mam. Nie mogę pozwolić sobie co chwilę na tygodniowe urlopy, ale nie jest to dla mnie powód, żeby siedzieć w domu.  Wyjazdy ciężko mi zaplanować z wyprzedzeniem ze względu po pierwsze na specyfikę mojej pracy, a po drugie ze względu na pogodę. Dlatego bardzo często, prawie zawsze, moja decyzja o wyjeździe zapada z dnia na dzień lub nawet z godziny na godzinę. Przykładowo, przychodzi weekend. Jest piątek, godzina 17.00. Gdy okazuje się, że mogę wygospodarować sobie chociaż dwa dni wolnego i nie będę musiała się w tym czasie wywiązać z żadnych zobowiązań, pakuje już dawno spakowany plecak do auta i jadę do Warszawy na PKP.  Zawsze pakuje się do kolejnej wyprawy od razu jak wrócę z poprzedniej. W Warszawie zostawiam samochód i nocnym pociągiem docieram rano do Zakopanego. W trakcie podróży oczywiście śpię w pociągu, na podłodze. Karimata, śpiwór i te sprawy. Także jak tylko docieram do celu ruszam od razu na cały dzień na szlak w góry.  Na noc nie schodzę na dół do Zakopanego. Czasem udaje mi się przespać w schronisku, ale nie zawsze jest wolne łóżko, wiec zostają dechy, w innym przypadku, wcale nie najgorszym, noc pod gołym niebem.  Albo dosłownie, albo w namiocie, o ile go ze sobą posiadam. Rano ruszam ponownie na szlak. Wieczorem schodzę na dół na nocny pociąg z Zakopanego do Warszawy. W trakcie podróży śpię (śmiech) także na podłodze. No i na drugi dzień od rana jestem już w pracy. Jak będę miała dzieci, będzie to zdecydowanie większe przedsięwzięcie, żeby wszystkich spakować i przewieźć, ale nie niemożliwe. 

KK: Gdzie najwyżej udało Ci się wspiąć i jaki to był szczyt?  

BP:  Generalnie jeżdżę przede wszystkim w Tatry. Moje ukochane Tatry. Ale w ubiegłe wakacje udało mi się pierwszy raz wyjechać w Alpy.  Akurat ten wyjazd musiałam dostosować do okienka urlopowego, a nie pogodowego. Mimo, że lato, tam wysoko warunki zimowe. Na dodatek załamanie pogody. Było bardzo niebezpiecznie. Najwyższy szczyt Alp Mont Blanc ok. 4808 m. n.p.m. niestety nie został osiągnięty. Musiałam się ewakuować ze schronu Vallota na wysokości 4362 m n.p.m.  Gdybym nie musiała wracać już do domu, zeszłabym na dół, odczekała i spróbowała jeszcze raz w kolejnych dniach. Miałam tylko tydzień na wejście wraz z dojazdem do Francji i powrotem. No cóż. Życie. Szczyt nie zdobyty, ale wyjazd uważam za bardzo udany.  Wróciłam zmęczona, śmierdząca, brudna, ale szczęśliwa. Tak jak chciałam.

KK: Co czujesz wspinając się i zdobywając szczyt?

BP: Swój pot (śmiech). Taki żart, półżart.

KK: Rozumiem, ale chodziło mi o odczucia. 

BP:  Domyśliłam się. W górach zarówno uśmiecham się od ucha do ucha, jak i zdarzyło mi się nie raz popłakać. Jest serotonina i adrenalina. Zachwyt i strach. W górach jest wszystko, co kocham. Po prostu. Paleta uczuć jest tak duża jak paleta barw. Łatwiej byłoby mi odpowiedzieć na pytanie w stylu „Dlaczego chodzisz po górach?”.

KK: Wiec dlaczego, skoro jak sama przyznajesz, czasem się ich boisz? Płaczesz dlatego, że nie weszłaś na szczyt?

BP:  Chodzę po górach bo są.  Nigdy nie płakałam, dlatego że nie weszłam na szczyt. To nie chodzi tylko o cel. Najważniejsza jest droga.

KK: Więc właściwie po co to robisz?

BP:  Bo lubię. Wiem, że Ty też masz pasję. Ci co ją mają wiedzą, co mam na myśli. Do tego trzeba mieć wyobraźnię i filozofię życiową jak powiedział Wielicki. To może inaczej. Ja wiem do czego zmierzasz. Zapytaj się mnie, co góry mi dają.

KK: Wiec co góry Ci dają ? Co takiego w nich jest? Czym są poza skupiskiem skał?

BP: Wspinając się, chodząc po stromych, przepaścistych graniach, czasem igrając ze śmiercią człowiek czuje się taki mały, przemijający. Ale gdy uda się przejść jakąś trudną wysokogórską trasę odczucia są wręcz kompletnie odwrotne. Człowiek czuje się silny, zdolny do wielkich wyzwań. Góry uczą mnie, że nic, co piękne i wielkie nie przychodzi łatwo. Dużego wysiłku wymaga zdobycie każdego wymarzonego szczytu, nie tylko górskiego. Góry dają mi siłę, którą zabieram w doliny.  Poza siłą oferują dużo więcej, ale to temat na osobną rozmowę.

KK: Nie ukrywam że do przeprowadzenia z Tobą wywiadu zainspirowały mnie tragiczne doniesienia pod szczytu Nanga Parbat o wyprawie Elisabeth Revol i Tomasza Mackiewicza, który niestety oddał całego siebie górze i nie powrócił z niej. Czy te informacje, którymi żyje ostatnio cały świat wpłynęły jakoś na postrzeganie Twojej pasji?

BP: W zasadzie to nie. Moją pasją są i będą góry. To jest mój wybór i nie czuje żadnej potrzeby przekonywania innych ludzi, że to co robię jest fajne, ale temat Mackiewicza jest dość kontrowersyjny. Ja bym tyle nie zaryzykowała. Tak sobie teraz głośno myślę. Chociaż ryzyko jest zawsze. Bez względu, czy są to dwutysięczniki czy ośmiotysięczniki.  To była jego decyzja i ja ją szanuję, chociaż dylematów moralnych jest wiele i każdy je ma. Każdy ma do tego prawo. Natomiast informacje te wpłynęły u mnie trochę na postrzeganie nie tego co się może dziać tam gdzieś wysoko w górach, ale tego co się dzieje tu na dole. Ile litrów jadu i hejtu przelać się może w dzisiejszych czasach przez wirtualną sieć bez konsekwencji to jest coś bardzo przykrego i obrzydliwego.  Odnosząc się do tego konkretnego wydarzenia, po komentarzach można wywnioskować, że sto razy więcej, jak nie więcej, jest ekspertów od himalaizmu niż samych himalaistów.  

KK: Kiedy kolejna wyprawa? Jaki to będzie szczyt tym razem?

BP:  Jeszcze ośmiotysięczników nie mam w planie. Na pewno nie zimą. Tak jak wspomniałam wcześniej, wyjazdów w Tatry czy inne góry z wyprzedzeniem nie planuje. Tatr jeszcze całych nie obeszłam, a jest to moje ulubione miejsce. Są miejsca, w których nie byłam. Chodzę często po szlakach taternickich, nie turystycznych. Lub w ogóle po szlakach nie chodzę. Poza tym warunki letnie sporo różnią się od zimowych. W każdym razie coś ostatnio chodzi mi po głowie często  Zamarła Turnia, ale ją zostawiam na lato. A poza Tatrami no oczywiście druga próba wejścia na Mont Blanc. W moim zasięgu na chwilę obecną jest jeszcze Elbrus i Kilimandżaro z tych znanych szczytów i najwyższych.

KK: Czego Wam się życzy przed wyprawą na szczyt?

BP:  Przede wszystkim pogody i szczęśliwego powrotu. Bo żeby wejść na górę, trzeba najpierw z niej zejść.

KK: Tak więc tego Ci życzę i dziękuję za wywiad.

BP: Również dziękuję. Jeśli uda mi się w końcu okiełznać materiał fotograficzny, a jest to dla mnie trudniejsze, niż chodzenie po górach, to na pewno zaproszę redakcję i czytelników do Miętnego na spotkanie, na którym opowiem i pokażę trochę więcej, niż można przekazać w tym krótkim wywiadzie. Jeszcze raz dziękuję.

 

Zdjęcia z prywatnego archiwum Beaty Pasternak


Bo żeby wejść na górę, trzeba najpierw z niej zejść komentarze opinie

  • gość 2018-02-10 18:58:59

    Naczelnego i Panią Beatę łączy wspólna pasja. Ona wspina się na górskie szczyty a On na szczyty dachów i to najwyżej piętrowych. A korekty tekstu kto dokonał?

  • pan cogito - niezalogowany 2018-02-10 20:32:21

    Pan Krzysztof wspina się nie tylko na szczyty dachów. A Ty - gościu - czego ciekawego w swoim życiu dokonałeś?

  • Gość - niezalogowany 2018-02-11 07:36:09

    Podziwiam i zazdroszczę :)

  • Gość - niezalogowany 2018-02-11 10:08:37

    To jakiś materiał sponsorowany? Bo nigdzie nie widzę informacji o tym

  • Beata - niezalogowany 2018-02-11 11:55:22

    Tak. Sponsorowany. Krzysiek płaci mi 1,60 zł za metr zdobytej góry :-) pozdrawiam

  • gość 2018-02-12 08:55:23

    Ciekawy wywiad :)

  • Gość - niezalogowany 2018-02-12 09:46:40

    Jedni mają kota, inni psa lub prawdziwą rodzinę a jeszcze inni chodzą po górach. Pani Beato niech pani znajdzie męża to wtedy osiągnie prawdziwy szczyt :-P

  • gość 2018-02-12 11:13:07

    "Jedni mają kota, inni psa lub prawdziwą rodzinę a jeszcze inni chodzą po górach." Jeszcze innym pozostają tylko frustracje :) Dużo sukcesów w realizacji pasji życzę Pani Beacie.

  • bedok - niezalogowany 2018-02-12 13:45:08

    Ta Beata to bardzo odważna dziewczyna. Nie boi się spać w górach pod gołym niebem. Niedźwiedzie albo wilki by ją mogły zjeść.

  • Beata - niezalogowany 2018-02-13 22:27:13

    Cyt. "Jedni mają kota, inni psa lub prawdziwą rodzinę a jeszcze inni chodzą po górach. Pani Beato niech pani znajdzie męża to wtedy osiągnie prawdziwy szczyt :-P" A TO OFERTA MATRYMONIALNA? ;-) :-D

  • gość 2018-02-14 15:12:17

    ja to bym chciał żeby pani Beatka była moją walentynką

Dodajesz jako: Zaloguj się

Ostatnie video - filmy na eGarwolin.pl