Mieszkaniec Garwolina od lat toczy walkę z Powiatowym Inspektoratem Nadzoru Budowlanego. Naczelny Sąd Administracyjny wskazał na błędy urzędników, sprawa utknęła w martwym punkcie, a nad mieszkańcem zawisło widmo wysokiej kary finansowej
W styczniu 2018 roku Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego (dalej: Powiatowy Inspektor) w Garwolinie wydał decyzję nakazującą mieszkańcowi rozbiórkę fragmentu tarasu i zadaszenia nad schodami. Mężczyzna był przekonany, że to nieporozumienie. - Moim zdaniem było to nieistotne odstępstwo i postępowanie powinno być umorzone, natomiast ich zdaniem nie było nieistotne odstępstwo. Nakazali rozbiórkę tarasu, który był źle zaprojektowany, i tymczasowego zadaszenia - wyjaśnia nasz rozmówca.
Kłopoty zaczęły się w momencie doręczania decyzji. Jak twierdzi mieszkaniec, koperta została błędnie zaadresowana ręcznie, a poczta nie dokonała drugiej awizacji. - Powiatowy Inspektor uznał przesyłkę za doręczoną, ale ja tej decyzji nie odebrałem. Nie otrzymałem jej za pośrednictwem poczty z winy urzędniczki. Po pierwsze źle zaadresowała kopertę. Poczta nie miała, jak jej doręczyć, bo nie było wskazane, o które konkretnie mieszkanie chodzi. Nie było też drugiej awizacji: poczta postawiła kreskę, a Powiatowy Inspektor uznał decyzję za prawidłowo doręczoną, mimo że jej fizycznie nie otrzymałem - precyzuje mieszkaniec.
Nieświadomy tego, w lutym 2018 roku osobiście udał się do urzędu, przekonany, że sprawa zostanie umorzona. Od urzędniczki dowiedział się, że decyzja uprawomocniła się przez awizację. - Odpowiedziałem, że ja nie dostałem żadnej decyzji. Spytałem urzędniczkę, czy może mi doręczyć tę decyzję w trybie KPA, czyli że urzędnik mi doręcza. Ona odpowiedziała, że nie ma problemu. Ja napisałem pokwitowanie odbioru 9 lutego 2018 roku - wspomina. Jeszcze tego samego dnia mężczyzna złożył odwołanie.
- W tym momencie zaczął się kabaret - wspomina. To był początek wieloletniej drogi przez instancje. Po tym, jak sprawa przeszła przez Mazowieckiego Wojewódzkiego Inspektora Nadzoru Budowlanego (marzec 2018) oraz Wojewódzki Sąd Administracyjny (grudzień 2018), dopiero Naczelny Sąd Administracyjny (maj 2022) przyznał rację mieszkańcowi. NSA uznał, że przesyłka z 2018 roku nie została prawidłowo doręczona w trybie tzw. fikcji doręczenia - instytucji prawa administracyjnego, która pozwala uznać pismo za doręczone, nawet jeśli adresat go nie odebrał, jeśli zostało dwukrotnie awizowane. NSA uchylił decyzje Wojewódzkiego Inspektora i WSA, nakazując ponowne rozpatrzenie sprawy. Następnie WSA (listopad 2023) uchylił kolejną decyzję Wojewódzkiego Inspektora (z grudnia 2022) podtrzymującą decyzję Powiatowego Inspektora ze stycznia 2018. W efekcie, w kwietniu 2024 roku Wojewódzki Inspektor wskazał, że organ powiatowy jest zobowiązany do prawidłowego doręczenia mieszkańcowi decyzji organu I instancji tak, aby możliwe było skuteczne złożenie od niej odwołania.
Mężczyzna stoi na stanowisku, że Powiatowy Inspektor powinien zacząć od merytorycznego rozpatrzenia jego odwołania złożonego w lutym 2018 roku. Zamiast tego, jego zdaniem, doszło do ignorowania faktów. - Po przegranej organ nawet słowem nie przeprosił, tylko nie bacząc na to, że ja odebrałem decyzję 9 lutego 2018 roku, jeszcze raz - w 2024 roku - przesłał tę samą decyzję ze stycznia 2018 roku, podpisaną przez tę samą urzędniczkę, tylko włożoną w nową kopertę - twierdzi mieszkaniec.
W odpowiedzi na ponowne doręczenie decyzji z 2018 roku przesłał w sierpniu 2024 roku do Powiatowego Inspektora informację, że jego stanowisko w sprawie się nie zmieniło i odwołanie z lutego 2018 roku jest - jego zdaniem - cały czas wiążące. Urząd jednak uznał decyzję z 2018 roku, dostarczoną „po raz trzeci" w 2024 roku, za prawomocną.
Problemem stał się brak dokumentów w aktach powiatowych. Pokwitowanie odbioru decyzji oraz oryginał odwołania z lutego 2018 roku znajdują się w aktach Wojewódzkiego Inspektora, a Powiatowy Inspektor nie podejmuje działań, by je pozyskać.
Mieszkaniec próbował prosić o wyjaśnienia, jednak dla urzędników ważne było tylko to, co mają w aktach. - Powiedzieli: nie mamy pańskiego płaszcza i co pan nam zrobi? - ironizuje, nawiązując do kultowej sceny z filmu „Miś”.
Według niego sprawa merytorycznie nie była rozpatrywana od 2018 roku. Powiatowy Inspektor uważa zaś, że nakaz rozbiórki jest prawomocny i wysłał pismo nakładające grzywnę w celu przymuszenia do rozbiórki.
Powiatowy Inspektor w Garwolinie wyjaśnia w swoim stanowisku, że nie posiada wiedzy o odbiorze przez mieszkańca decyzji w lutym 2018 roku, gdyż brak jest wzmianki o tym fakcie w aktach sprawy, a pracownik, który wtedy prowadził sprawę, już w urzędzie nie pracuje. Co więcej, zaznacza, że nie ma obowiązku „wypożyczać” akt z instancji wojewódzkiej. - Organ nie widzi za stosowne również wypożyczać akt, tj. odwołania z 2018 r. z MWINB, gdyż oryginał odwołania stanowi akta organu II instancji, a organ ten już wypowiedział się w swoich rozstrzygnięciach, a PINB w Garwolinie nie jest władny kwestionować terminowości odwołania z 2018 r. - twierdzi Grzegorz Rosłaniec, Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego w Garwolinie.
Odnośnie do rzekomego błędnego adresu podczas wysyłania decyzji w 2018 roku wyjaśnia, że Powiatowy Inspektor posiadał adres podany przez mieszkańca tuż przed wydaniem decyzji.
Z kolei Wojewódzki Inspektor wskazuje, że w jego aktach brak jest informacji o podjęciu przez PINB w Garwolinie próby uzupełnienia brakującej dokumentacji. - Odwołanie stanowi część akt organu odwoławczego i żadne przepisy procedury administracyjnej nie obligują organu I instancji do podejmowania kroków pozyskania odwołania od rozstrzygnięcia I instancyjnego w celu uzupełnienia akt organu I instancji - wyjaśnia Renata Sobolewska-Szyszko, naczelnik wydziału w WINB.
Rosłaniec podkreśla, że NSA uchylił postanowienia WSA i WINB, a nie PINB (podobnie później WSA uchylił decyzję WINB, a nie PINB). Dlatego, według niego, brak było zasadności działań dla PINB. Dopiero po postanowieniu WINB z 2024 roku urząd powiatowy przesłał mieszkańcowi ponownie decyzję ze stycznia 2018 roku. Gdy w sierpniu 2024 roku mieszkaniec pisemnie podtrzymał swoje stanowisko z lutego 2018 roku, organ powiatowy przesłał tę informację do wojewódzkiego, a ten wezwał mieszkańca do sprecyzowania charakteru pisma - czy stanowi odwołanie od decyzji PINB ze stycznia 2018, czy jest pismem informacyjnym. Według przedstawicielki WINB mieszkaniec odpowiedział, ale nie wskazał charakteru pisma z 30 sierpnia 2024 roku, wobec czego pozostało ono bez rozpoznania. Akta sprawy zostały zwrócone do PINB - bez pokwitowania odbioru decyzji i odwołania od decyzji (przyp. red.). - Wobec powyższego PINB uznał, iż decyzja nr 3/2018 została już wprowadzona do obrotu prawnego prawidłowo i podlega wykonaniu, a jej wykonanie powinno być egzekwowane przez PINB w Garwolinie - informuje Rosłaniec.
Według Powiatowego Inspektora obecna sytuacja wynika z utrudniania postępowania przez inwestora, który m.in. nie stawił się na wyznaczone kontrole. - Z powodu braku wykonania rozbiórki zostało wszczęte postępowanie egzekucyjne wobec (...) wystawieniem tytułu wykonawczego należności niepieniężnych dnia 17.09.2025 r., na który to tytuł nie zostały wniesione zarzuty. Następnie zostało wydane postanowienie o nałożeniu grzywny w celu przymuszenia z adnotacją jej wpłacenia oraz wykonania obowiązku do dnia 31.08.2026 roku - informuje Powiatowy Inspektor, dodając, że kwota wynosi 29 147,14 zł, a nie - jak twierdził mieszkaniec - 33 tys. zł.
Urząd wskazuje, że mężczyzna miał szereg możliwości prawnych - mógł skorzystać z legalizacji rozbudowy obiektu i złożyć niezbędne dokumenty, mógł zaskarżyć postanowienie o grzywnie lub złożyć zarzuty na tytuł wykonawczy, czego jednak nie uczynił.
Mieszkaniec ma odmienne zdanie. Jak mówi, osobiście przekazał brakujące fotokopie akt z WINB do rąk pracownicy PINB. Próbował interweniować w starostwie, gdzie przyjął go wicestarosta Mirosław Walicki, lecz sprawa do dziś nie doczekała się wyjaśnienia. Mężczyzna cały czas oczekuje na spotkanie ze starostą i planuje wysłać oficjalne pismo o objęcie pracowników nadzorem oraz podjąć działania odszkodowawcze.
- Nawet za komuny nie spotkałem się z taką bezczelnością urzędniczą, z jaką mamy też do czynienia w działaniach Powiatowego Inspektora - żadnej samokrytyki - podsumowuje. - Wyrok NSA stwierdzający rażące błędy w działaniach Powiatowego Inspektora nie skutkował jakimikolwiek przeprosinami za skrzywdzenie obywatela i naprawą krzywdy. Jest wręcz przeciwnie: niespotykana wręcz arogancja. W komunizmie chociaż każdy się bał kogoś wyższego, a teraz urzędnicy nikogo się nie boją i mogą dowolnie krzywdzić obywatela, nie ponosząc z tego powodu żadnych konsekwencji - kończy swój wywód.
Powiatowy Inspektor nie rozważa zawieszenia postępowania egzekucyjnego. - Decyzja PINB nie była bezpośrednio przedmiotem postępowania przed NSA, więc nie widzimy tu żadnej arogancji urzędniczej - zastrzega Rosłaniec.
JA
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze