Budżet powiatu został przegłosowany, ale spór o zmiany wciąż budzi duże emocje. Zarząd ostrzega, że odebranie 300–500 tysięcy złotych z administracji i jednostek może doprowadzić do paraliżu starostwa i wstrzymania obsługi mieszkańców. Radni z komisji budżetowej twierdzą, że proponowali tylko drobne korekty.
Podczas sesji Rady Powiatu Garwolińskiego, na której uchwalono budżet na 2026 rok (Czytaj więcej>>>), doszło do wyraźnego starcia między radnymi a zarządem. Głos w imieniu Komisji Budżetowo-Finansowej zabrał jej przewodniczący, radny Adam Zboina, który nie krył rozczarowania decyzją zarządu o odrzuceniu wszystkich propozycji zmian.
– Nie odniosę się do liczb, ale do tego, co usłyszeliśmy od pani starosty i zarządu. Nasza inicjatywa została w zasadzie wykluczona – mówił Zboina. Jak podkreślał, poprawki radnych nie były rewolucją w budżecie, lecz jedynie „kosmetycznymi zmianami”, które miały skorygować jego strukturę. – Tym bardziej dziwi mnie, że zostały one tak lekką ręką pominięte – dodawał.
Radny zwracał też uwagę na presję, w jakiej znalazła się rada powiatu. – Jeśli nie zaakceptujemy budżetu, powiat nie będzie mógł funkcjonować. W takiej sytuacji jesteśmy niejako przymuszeni do głosowania „za” – mówił z mównicy.
Na te słowa ostro zareagował wicestarosta Mirosław Walicki. Jego zdaniem mówienie, że zmiany były tylko drobne, jest nieprawdziwe.
– Jak można mówić „nie będę rozmawiał o liczbach”, skoro budżet to właśnie liczby? Zabranie 300 czy 500 tysięcy z jakiejkolwiek jednostki to nie jest kosmetyka – to realne uderzenie w jej funkcjonowanie – mówił.
Walicki podkreślał, że w PCPR-ze czy urzędzie pracy nie leżą wolne pieniądze, które można swobodnie przesuwać. – Te środki są zaplanowane na wynagrodzenia, rachunki, bieżącą działalność. To nie są pieniądze do „pomajstrowania” – zaznaczał.
Zwracał też uwagę, że jeśli radni chcieli znaleźć środki na szpital czy drogi, mogli wskazać do ograniczenia inne inwestycje. Tymczasem poprawki uderzały głównie w bieżące utrzymanie jednostek. – Najpierw w każdym budżecie, nawet domowym, płaci się rachunki. Dopiero potem myśli się o inwestycjach – mówił.
Stanowisko zarządu wzmocniła skarbnik powiatu Jolanta Zawadka, która podała konkretne przykłady. Wyjaśniała, że same znaki, tablice i licencje w Wydziale Komunikacji kosztują około 106 tys. zł miesięcznie, a znaczki pocztowe to wydatek rzędu 800 tys. zł rocznie.
– Przy zdjęciu 500 tysięcy trzeba sobie jasno powiedzieć: od połowy roku Wydział Komunikacji nie będzie w stanie przyjmować interesantów – mówiła.
Wskazywała też, że w pozycjach, z których radni chcieli "zabierać" środki, są m.in. składki członkowskie do organizacji, w których powiat jest zrzeszony, jak LGD czy Związek Powiatów. – Rozumiem, że po tych zmianach przestajemy je płacić? – pytała.
Jej zdaniem każdą pozycję w budżecie trzeba analizować osobno, bo proste „zdjęcie pieniędzy” w praktyce oznaczałoby ograniczenie pracy urzędu i jego jednostek.
Choć budżet na 2026 rok został ostatecznie uchwalony w wersji zarządu, dyskusja pokazała głęboką różnicę w podejściu do finansów powiatu. Radny z Komisji Budżetowo-Finansowej uważa, że ich propozycje były niewielką korektą, która pozwoliłaby zwiększyć inwestycje. Zarząd i skarbnik widzą w nich zagrożenie dla codziennego funkcjonowania starostwa, PCPR-u, urzędu pracy i innych jednostek.
Ten spór zapowiada, że temat budżetu i sposobu wydawania publicznych pieniędzy jeszcze długo będzie jednym z głównych punktów politycznej debaty w powiecie garwolińskim.
Więcej o burzliwej dyskusji, która poprzedziła uchwalenie budżetu powiatu na rok 2026 przeczytacie TUTAJ.
Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś koniecznie zainstaluj naszą aplikację, która dostępna jest na telefony z systemem Android i iOS.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze