Sprawa domniemanego naruszenia ochrony danych osobowych na szczytach powiatowych władz doczekała się pierwszego rozstrzygnięcia.
Sąd Rejonowy w Garwolinie wydał wyrok w procesie radnego Marcina Kobusa, oskarżonego o nielegalne przetwarzanie wrażliwych danych starosty Iwony Kurowskiej, wicestarosty Mirosława Walickiego oraz radnego Norberta Wilbika.
Radny powiatowy Marcin Kobus usłyszał dwa zarzuty z art. 107 ustawy o ochronie danych osobowych. Sprawa dotyczyła udostępnienia numerów PESEL, adresów oraz podpisów trojga samorządowców. Choć za te czyny groziła mu grzywna, a nawet kara pozbawienia wolności, sąd zdecydował się na łagodniejsze rozwiązanie.
20 stycznia zapadł wyrok warunkowo umarzający postępowanie. Orzeczenie nie jest jeszcze prawomocne, a strony nie złożyły dotąd apelacji.
Do zdarzenia doszło 14 lutego 2025 roku w gabinecie starosty. Marcin Kobus zbierał wówczas podpisy poparcia dla Szymona Hołowni, kandydata w wyborach prezydenckich. Na jego liście podpisali się Iwona Kurowska, Mirosław Walicki oraz Norbert Wilbik. W geście politycznej kurtuazji radny Kobus odwdzięczył się, składając podpis pod kandydaturą Karola Nawrockiego.
Problemy zaczęły się jednak później. Według relacji starosty, radny wykorzystał zdobyte dane w sposób nieuprawniony, rozsyłając zdjęcie listy poparcia osobom trzecim.
- Pan Kobus zdobył nasze dane osobowe jako podpisy poparcia dla jednego z kandydatów na prezydenta. Ale wykorzystał je w nieuprawniony sposób - nie informując nas o tym - rozsyłając nasze dane osobowe z numerem PESEL, adresem, podpisem - wyjaśniała Iwona Kurowska, uzasadniając decyzję o zawiadomieniu organów ścigania obowiązkiem reagowania na naruszenie prawa.
Sam oskarżony przedstawia nieco inną wersję wydarzeń. Jak wyjaśniał, dzień po wizycie w starostwie odebrał telefon od radnego PiS, z którym od lat nie utrzymywał kontaktu.
- Zapytał, czy to prawda, że mam podpis pani Kurowskiej na liście poparcia dla kandydata na prezydenta Szymona Hołowni i czy to oznacza, że się z panią starostą szerzej dogadałem i mamy teraz razem koalicję. Odparłem, że żadnej koalicji nie ma, ale podpis faktycznie jest. I ten człowiek poprosił mnie wtedy, żebym podesłał mu zdjęcie tej listy - tłumaczył Marcin Kobus. - Był tak nachalny, że machinalnie wysłałem mu zdjęcie, na którym znalazły się dane osobowe tych trzech osób. Szczerze mówiąc nie jestem ekspertem w zakresie tzw. RODO i w żadnym momencie nie przyszło mi do głowy, że naruszam w ten sposób jakieś przepisy, a tym bardziej karne - stwierdził.
Zauważył również, że osoba, która otrzymała od niego fotografię i przekazała ją dalej, nie poniosła żadnej odpowiedzialności.
Obecnie Marcin Kobus powstrzymuje się od komentowania wyroku. Skierowaliśmy pytania do starosty Iwony Kurowskiej w środę, 25 lutego, jednak do momentu zamknięcia numeru odpowiedź nie nadeszła.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze