Radni powiatu garwolińskiego spierają się w mediach społecznościowych o nowe zasady zwoływania sesji nadzwyczajnych. Opozycja krytykuje brak możliwości dyskusji, podczas gdy przedstawiciele zarządu bronią tej formy jako sposobu na zakończenie jałowych sporów.
Dyskusję wywołał wpis byłego starosty, a obecnie radnego Marka Chciałowskiego (PSL), który zwrócił uwagę na na "nową metodę Zarządu Powiatu Garwolińskiego": Sesje nadzwyczajne rady powiatu zwoływane na wniosek zarządu. Wskazał na ograniczenia wynikające z trybu nadzwyczajnego: siedmiodniowy czas na przygotowanie oraz brak możliwości zmiany porządku obrad czy przesunięcia terminu sesji, gdy radni chcieliby dłużej nad czymś podyskutować.
– Moim zdaniem jest to zła droga, która prowadzi donikąd – skwitował.
Na te zarzuty odpowiedziała Krystyna Antolak, członkini zarządu powiatu (PiS). Według niej to właśnie sesje zwoływane w tym trybie mają powstrzymywać jałowe spory. – Zła droga to przede wszystkim szukanie „dziury w całym” i „bicie piany” na każdej sesji. I to właśnie odbierają Wam sesje zwoływane na wniosek zarządu – napisała. Radna zasugerowała też, że opozycja unika pracy w komisjach, bo nie są one transmitowane. Przytoczyła przy tym słowa, które – jak twierdzi – miał wypowiedzieć jeden z radnych: „A po co, tu nie ma kamer”. – Wszystko tylko pod publikę, tak jak ten Pana wpis, Panie Marku. Byle tylko dolać oliwy do ognia. Zarząd pracował i pracuje stale i skutecznie, nawet w tych trudnych warunkach, pomimo kamieni rzucanych nieustannie pod nogi – podsumowała.
Radny Marcin Kobus (PSL) nie szczędził słów krytyki pod adresem przedstawicielki zarządu, choć zaznaczył, że ze względów prawnych unika publicznego wchodzenia w szczegóły. – Czysta hipokryzja, pani Krysiu, w pani wydaniu. Chętnie porozmawiam i powiem, dlaczego tak sądzę, ale tylko w cztery oczy i bez mikrofonów, bo spraw sądowych mam po prostu już dosyć – stwierdził.
Zareagowała także radna Karolina Jamnicka-Kondej, była członkini zarządu powiatu. W jej opinii sesje nadzwyczajne służą głównie celom politycznym i personalnym. – To nie radni "biją pianę". Radni oczekują przede wszystkim rzetelnej, merytorycznej pracy i spokojnej dyskusji nad sprawami ważnymi dla mieszkańców powiatu – a nie ciągłych przepychanek politycznych, personalnych wycieczek i atmosfery konfrontacji – punktowała. Radna wspomniała również o kontrowersjach wokół wynagrodzenia starosty oraz braku obiecanych nagród dla pracowników starostwa, mimo zmian budżetowych. – Zarzucanie radnym działania „pod publikę” jest w tej sytuacji co najmniej niesprawiedliwe. Radni wykonują swój mandat – zadają pytania, patrzą władzy na ręce i domagają się transparentności. To jest ich obowiązek wobec mieszkańców – kontynuowała.
Do dyskusji włączyli się też obserwatorzy życia publicznego. – Proszę nie zwalać odpowiedzialności na radnych, bo jestem prawie na każdej sesji i widzę, jak zarząd blokuje możliwości decyzyjne rady powiatu, żeby forsować swoje interesy – gdzie jest dialog? – pytał Emil Magnuszewski z Nowej Nadziei.
Głos zabrał również Leszek Bożek, były przewodniczący rady miasta Łaskarzew. Zwrócił uwagę na brak inwestycji w swoim mieście. – Dziś, po dwóch latach tej kadencji, co do naszego miasta nie widać żadnych planów. Owszem, są jak zwykle Górzno, Maciejowice, Miastków, Parysów, a naszego miasta nie ma – zauważył z goryczą. – Mamy trzech radnych powiatowych, a Kieliszek (Sebastian, radny - przyp. red.) ich ograł. Najpierw namawiając na jedną stronę (co mu się udało), teraz na drugą. Tu troszkę trudniej, bo radny Jaworski (Michał - przyp. red.) podbija stawkę, a nasza trójka się obraziła. Dalej czekam, aż coś się ruszy w Łaskarzewie – spuentował.
Obecna sytuacja pokazuje wyraźny paraliż komunikacyjny między zarządem powiatu a opozycją. Otwarte pozostaje pytanie, czy ton debaty w powiecie w końcu ulegnie zmianie?
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze