Reklama

Ludzie patrzą na mnie jak na mordercę. Sami oceńcie – video ze schroniska Happy Dog

– Na opinię się pracuje latami. Ja mam... miałem opinię bardzo dobrą, a w tej chwili ludzie patrzą na mnie jak na mordercę - mówi Marian Drewnik, właściciel schroniska dla zwierząt Happy Dog w Nowej Krępie, w gminie Sobolew. – Moim zdaniem, warunki w Sobolewie są stworzone naprawdę dobre. Myślę, że nie mam czego się tu wstydzić – dodaje mężczyzna.

O schronisku Happy Dog w Sobolewie zrobiło się głośno w styczniu tego roku za sprawą Fundacji Mondo Cane, która ogłosiła w portalu społecznościowym, że wspólnie ze Strażą Ochrony Zwierząt z Lublina, Fundacjami Złap Dom i Temida oraz Strażą Zwierząt Powiatu Grodziskiego planuje ukrócić cierpienia przebywających tam zwierząt i złożyć do Prokuratury Rejonowej w Garwolinie zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa.

 

Szereg zarzutów

Jak podkreślali wolontariusze z Fundacji Złap Dom, którzy ujawnili nieprawidłowości w sobolewskim schronisku, zwierzęta miały być tam źle traktowane od dłuższego czasu. Wolontariusze i organizacje zaangażowane w sprawę zarzucają właścicielowi schroniska m.in.: dręczenie psów i kotów, głodzenie ich, zaniedbywanie sterylizacji i kastracji zwierząt, brak dostępu do wody, przetrzymywanie psów w niewłaściwych warunkach, zbyt małą liczbę pracowników, którzy doglądaliby zwierząt oraz brak właściwej opieki weterynaryjnej, ponieważ lekarz współpracujący z placówką dojeżdża z oddalonych o około 60 km Puław. Z tymi zarzutami nie zgadza się powiatowy lekarz weterynarii Andrzej Koryś, który zapewnia, że wyniki wszystkich kontroli przeprowadzanych w schronisku są bardzo dobre, podobnie jak jego opinia o tej placówce. Sam właściciel Marian Drewnik przekonywał, że oskarżenia są bezpodstawne i pomawiają jego osobę. („Schronisko w Sobolewie to mordownia” Właściciel: „To pomówienie”. Czytaj dalej>>>) Dzień po publikacji pierwszego materiału Fundacja Złap Dom wydała oświadczenie w sprawie. Czytaj więcej>>>

Reklama

 

Nie mam czego się tu wstydzić

Gdy pierwszy raz odwiedziliśmy schronisko Happy Dog, nie zostaliśmy wpuszczeni dalej niż za bramę wjazdową. Nie udało się nam zobaczyć, w jakich warunkach żyją tam psy. Później, w rozmowie telefonicznej właściciel placówki przyznał, że nie wpuścił nas na teren z boksami, ponieważ był zdenerwowany posądzeniami o kradzież psa, którego w jego schronisku nie ma. Marian Drewnik zaprosił redakcję eGarwolin do schroniska w innym terminie. Video i zdjęcia z tej wizyty możecie zobaczyć powyżej.

Reklama

Podczas spotkania Marian Drewnik przekonywał, że wszystkie zarzuty ze strony wolontariuszy są pomówieniem, a zwierzęta w jego schronisku mają dobre warunki. – Moim zdaniem, warunki w Sobolewie są stworzone naprawdę dobre. Biorąc pod uwagę wiele miejsc, w jakich przebywają psy, nieporównanie lepsze warunki są u mnie, ale najbardziej cenną wiadomością jak państwo sami sobie w tej chwili ocenicie. Myślę, że nie mam czego się tu wstydzić – zapewniał właściciel „Happy Dog”.

 

Wolontariusze wchodzili w kompetencje właściciela i lekarza

Reklama

W schronisku w Nowej Krępie żyje około 300 psów i 4 koty. Marian Drewnik przyznaje, że wolontariusze czasem zwracali mu uwagę na kałuże, spowodowane warunkami pogodowymi. Później, jak wspomina właściciel schroniska, wolontariusze zaczęli wchodzić w kompetencje jego i lekarza weterynarii. Chaos, totalny brak organizacji, buntowanie wolontariuszy i pracownika, oczerniające placówkę wpisy w mediach społecznościowych, nie przestrzeganie zapisów regulaminu wolontariatu – to wszystko skłoniło Mariana Drewnika do podjęcia decyzji o rozwiązaniu współpracy z Fundacją Złap Dom i zmiany lidera wolontariatu. Przedtem była nim prezes Fundacji Karolina Pawelczyk, która, jak podkreśla Marian Drewnik, sama nie respektowała regulaminu wolontariatu oraz nie egzekwowała przestrzegania przepisów przez wolontariuszy. Za jej przyzwoleniem ze zwierzętami miały spacerować dzieci w wieku np. 12-13 lat. Od czasu zmiany lidera, wiek wolontariuszy jest rygorystycznie sprawdzany. Obecnie sprawy wolontariatu koordynuje Robert Misiewicz, który, jak podkreśla właściciel schroniska, posiada ponad 20-letnie doświadczenie w pracy z psami. Jest treserem i dobrym szkoleniowcem.

W nowym regulaminie, w grudniu 2017 roku, został wprowadzony rygorystyczny zakaz robienia zdjęć oraz nagrywania filmów na terenie schroniska. Wolontariusze mogą robić zdjęcia na spacerach w lesie lub przed budynkiem schroniska.

Reklama

 

Wolontariusze mogli bardzo dużo

W grudniu 2017 roku schronisko rozwiązało współpracę z Fundacją Złap Dom. Drewnik przyznaje, że pismo wolontariuszy, którzy przedstawili mu listę zarzutów zdopingowało go do podjęcia tej decyzji. To właśnie wtedy, zdaniem właściciela Happy Dog, zaczęła się medialna nagonka na schronisko. – Tu chodzi tylko o pieniądze, o nic więcej. Dobro zwierzęcia jest na końcu – przekonuje mężczyzna, który podkreśla, że nigdy nie spodziewałby się takiego obrotu sprawy. – Wpuszczaliśmy wszystkich na teren. Oni mieli wstęp na całe schronisko. Żadnych tajemnic. Natomiast to nie była praca, która by mi się podobała, bo oni biegali od pawilonu do pawilonu i tylko robili zdjęcia. Przy karmieniu też bieganie było. Psy się wtedy nakręcają, gryzą się. Nie można do tego dopuszczać! I przekarmianie, a w efekcie wymioty u psów (…) Rozmowy nie pomagały. Oni wiedzą wszystko najlepiej. Nie biorą pod uwagę tego, że są kontrole z gmin i powiatowego lekarza weterynarii. To się nie liczy. Oni wiedzą najlepiej – mówi Marian Drewnik.

Reklama

Właściciel schroniska zapewnia, że wolontariusze mogą podczas sobotnich spacerów wyprowadzać psy, o ile spełniają warunki określone w nowym regulaminie wolontariatu i go podpiszą. Jednym z warunków jest wspomniany wcześniej określony wiek wolontariuszy. Mogą nimi być osoby, które ukończyły 18. rok życia. Osoby niepełnoletnie, powyżej 14. roku życia, muszą przyjechać z rodzicem, który podpisuje stosowne oświadczenie. – Nie mogę pozwolić na dopuszczenie dzieci do psów, które mogą być agresywne. Gdyby coś się wydarzyło, to ja bym odpowiadał – tłumaczy Drewnik.

 

Reklama

Nie wszystkie zwierzęta da się uratować

Właściciel Happy Dog zaznacza, że schronisko jest po to, żeby likwidować zagrożenia w terenie, czyli odławiać błąkające się psy agresywne, chore, wyrzucone i stare. – Przychodzą tutaj psy z różnymi chorobami. Czasem w stanie agonalnym – podkreśla mężczyzna, który twierdzi, że gdyby członkowie fundacji zobaczyli poranioną sukę, odebraną alkoholikowi, który ją głodził i zrobili jej zdjęcie, to winą za stan zwierzęcia obarczyliby schronisko. Marian Drewnik zapewnia, że w takich sytuacjach do schroniska jest wzywany lekarz weterynarii i chore zwierzę jest leczone. Nie wszystkim jednak udaje się pomóc i wówczas wykonywane są eutanazje. Mężczyzna dodaje, że na wygląd zwierząt i ich śmiertelność wpływa wiele czynników. Bywają psy z wrośniętymi w skórę szyi drutami i sznurkami (na zdjęciach w galerii), psy, u których choroba rozwija się i dlatego niektóre wyglądają lepiej, gdy trafiają do schroniska, niż po kilku miesiącach pobytu w placówce.

Reklama

 

Jak wygląda kwarantanna?

Pytamy właściciela Happy Dog o owianą złą sławą kwarantannę, nazywaną przez wolontariuszy „umieralnią”. To miejsce, do którego zwierzęta trafiają po odłowieniu na 14 dni. Zdaniem wolontariuszy psy miały w tym miejscu przebywać zdecydowanie dłużej, nawet po kilka miesięcy. Marian Drewnik podkreśla, że kwarantanna jest bardzo ważna, ponieważ pozwala obserwować dopiero co odłowione zwierzęta, które mogą być np. zarażone wścieklizną. Do tego miejsca nie powinny zbliżać się osoby postronne, a jak zaznacza mężczyzna, bywało, że wolontariusze wyprowadzali psy z kwarantanny. Gdyby takie zwierzę ugryzło wolontariusza, odpowiedzialność spadłaby na właściciela schroniska. Drewnik zapewnia, że po 14 dniach zwierzęta są przenoszone z kwarantanny do boksów.

Reklama

 

Gminy są oczarowane warunkami w Happy Dog

Marian Drewnik informuje, że sterylizacje i kastracje zwierząt wykonywane są terminowo, o ile pozwala na to stan zdrowia zwierzęcia. Psy i koty są również odrobaczane, szczepione, chipowane i w razie choroby leczone. Zwierzęta otrzymują dobrą karmę, na której zakup schronisko posiada stosowne dokumenty. Happy Dog ma umowę z lekarzem specjalistą z Puław, który dysponuje świetnie wyposażoną kliniką oraz posiada wieloletnie doświadczenie. Właściciel placówki podkreśla, że odległość nie jest problemem. Lekarze przyjeżdżają do Nowej Krępy kilka razy w tygodniu, a w nagłych sytuacjach schronisko ma kontakt z weterynarzem na miejscu, który jest dyspozycyjny. Drewnik przyznaje, że jeden zatrudniony pracownik nie jest w stanie zająć się wszystkimi zwierzętami, dlatego pomaga mu rodzina. On sam także opiekuje się zwierzętami. Mężczyzna planuje rozbudowę schroniska i zatrudnienie kolejnych pracowników, w tym dwóch wolontariuszek od jakiegoś czasu związanych z placówką. Drewnik dodaje, że zawsze zapraszał przedstawicieli samorządów gmin i miast, które mają podpisane umowy z Happy Dog na odławianie bezpańskich zwierząt i opiekę nad nimi. Do tej pory ich wizyty raczej były rzadkie. Teraz, gdy o schronisku zrobiło się głośno, przyjeżdżają sami i jak zapewnia Marian Drewnik, są oczarowani tym, jakie warunki dla zwierząt zostały stworzone w Sobolewie.

Reklama

 

Im najbardziej pasują te zwierzęta wyniszczone, chore, stare”

Marian Drewnik podkreśla, że fundacje wyciągają ze schronisk psy w ciężkim stanie i nie szukają dla nich prawdziwego domu, ale domów tymczasowych, a w międzyczasie organizują zbiórki pieniędzy na zwierzęta, które wędrują od domu do domu, a ostatecznie bywa, że są znowu oddawane do schroniska. – Jest tyle zwierząt. Bierzcie do adopcji, promujcie. To nie. Im najbardziej pasują te zwierzęta wyniszczone, chore, stare, po to, żeby na to wołać pieniądze – stwierdza właściciel Happy Dog. Marian Drewnik dodaje, że zdarzały się takie sytuacje, w których lekarz zalecał eutanazję zwierzęcia, któremu jego zdaniem nie dało się już pomóc, a fundacja zabierała takie zwierzę do innej kliniki, przedłużała jego cierpienie, aby potem je uśpić.

Reklama

Mężczyzna dodaje, że pod szyldem „Happy Dog” Fundacja Złap Dom prowadziła zbiórki pieniędzy i karmy, z których nic poza kilkoma smyczami i obrożami do placówki nie trafiło. Do Nowej Krępy miały też przyjechać ocieplone budy dla psów, które nigdy ostatecznie tu nie dotarły. Teraz, po wypowiedzeniu współpracy, w każdym tygodniu do schroniska docierają dary. Właściciel „Happy Dog” dodaje, że po rozwiązaniu współpracy z fundacją liczba adopcji zwierząt w placówce nie zmalała.

Marian Drewnik podkreśla również, że pogłoski o tym, że sam odławia błąkające się zwierzęta, aby na tym więcej zarabiać i czerpać środki od gmin jest nieprawdziwe. To gmina zleca mu odławianie zwierząt, a dopiero po realizacji zlecenia on wystawia fakturę.

Właściciel Happy Dog zaprosił redakcję eGarwolin na kolejną wizytę za jakiś czas i zapewnił, że nie ma problemu z wejściem na teren schroniska. Osoby, które chcą obejrzeć psy i je adoptować, powinny jednak wcześniej kontaktować się telefonicznie z właścicielem, aby móc razem z nim wejść na teren i obejrzeć zwierzęta w boksach.

 

Będzie dochodził swoich praw w sądzie

– Za co ja mam być tak zniesławiany i oczerniany? Na opinię się pracuje latami. Ja mam.. miałem opinię bardzo dobrą, a w tej chwili ludzie patrzą na mnie jak na mordercę – mówi Marian Drewnik. Mężczyzna zapewnia, że wszystkie zarzuty są pomówieniami i będzie dochodził swoich praw w sądzie.

 

Schronisko Happy Dog obecnie nie współpracuje z żadną fundacją i w najbliższym czasie takiej współpracy nie planuje.

 

ur

Aplikacja egarwolin.pl

Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś koniecznie zainstaluj naszą aplikację, która dostępna jest na telefony z systemem Android i iOS.


Aplikacja na Androida Aplikacja na IOS

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Gośćja - niezalogowany 2018-02-09 21:22:25

    I gdzie te zaglodzone psy... Kiedy się wypowiedział mało mnie nie zlinczowano. Brawo Marian

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Przypadkowy gosc - niezalogowany 2018-02-09 22:06:13

    Witam nie znam zabardzo człowieka , u którego byłem z kolega jakieś 2- 2.5 roku temu przypadkowo w sobolewie i muszę przyznać facetowi rację , nie widziałem żadnych psów które wymagały by jakiejkolwiek interwencji weterynarza , nie wyglądały na wyglodniale, cieszyły się na widok człowieka moim zdaniem miały opiekę super.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Elizabeth Harris 2025-08-29 11:52:52

    bo te psy juz dawo nie zyja

    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama
Reklama