Miałem ostatnio dwukrotnie takie doświadczenie. Popołudniowa Msza Święta, ludzie po pracy, chcieliby wrócić do domu. Tymczasem (mimo iż nie było to święto tylko zwykły dzień powszechny) Msza była sprawowana tak uroczyście jak w Niedzielę. W moim odczuciu ksiądz sztucznie przedłużał kazanie, które tylko luźno nawiązywało do Ewangelii dnia. Gdzie tu jest problem? W wiernych czy Kościele? Czy zdenerwowanie godzinna Mszą w dzień powszedni to grzech? Gdzie są rozsądne granice?
Poszczególnych sytuacji nie sposób rozstrzygnąć bez znajomości szczegółów, jednak na ogólny problem warto spojrzeć z dwóch perspektyw.
Liturgia jest wejściem w świat Boga – święty, czyli inny od naszego. To jej szczególny walor, że powinna być niejako „nie z tego świata". Wyraża się to także w jej stosunku do czasu: jeśli się przedłuży, nie musi być to wadą. Gdy zaczniemy traktować ją wyłącznie jako coś mierzalnego i dającego się zaplanować co do minuty, pojawia się pytanie, czy nadal należy do Boga, czy już tylko do nas.
Z perspektywy praktycznej liturgia ma jednak pewne ramy, które obowiązują zarówno wiernych, jak i kapłana. Właśnie dlatego powstał Mszał – by spontaniczne modlitwy nie przedłużały się bez końca. Homilia codzienna w parafii to dobra i zalecana przez Kościół praktyka, a proboszcz ma prawo, a wręcz obowiązek kształtowania życia duchowego wspólnoty. Żaden przepis nie zabrania mu głoszenia dłuższych kazań.
Oczywiście każdy z nas ma prawo do własnych odczuć i potrzeb. Jeśli kwestia ta jest dla kogoś istotna, najlepszym krokiem będzie spokojna, osobista rozmowa z księdzem – z szacunkiem dla jego posługi, ale i z troską o własne życie duchowe.
Masz pytania o wiarę? Napisz: redakcja@egarwolin.pl lub 514 180 801
Masz pytania o wiarę? Napisz: redakcja@egarwolin.pl lub 514 180 801
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze