Pytania do księdza - odpowiada ks. Jakub Wąsowski, rezydent parafii Matki Bożej Częstochowskiej w Garwolinie
Znajomy opowiadał mi, że kiedy spóźni się na Mszę Świętą, to w ramach wyrzeczenia nie siada w ławce, żeby ten dyskomfort motywował go do punktualności. Czy to zdrowa religijność? I jak długie spóźnienie powinno sprawiać, że odpuszczamy daną Mszę i idziemy na kolejną (jeśli to w danym dniu możliwe)?
Wydaje się, że taka strategia nie jest najlepszym pomysłem. Zanim podejmiemy jakiekolwiek kroki, warto odpowiedzieć sobie na pytanie, w czym tkwi problem. Jeśli jest on natury technicznej i uniemożliwia nam dotarcie na czas, stanie podczas Mszy w ramach pokuty nic nie pomoże. Jeśli natomiast Eucharystia nie jest dla nas wystarczająco ważna i lekceważymy punktualność, zadawanie sobie trudu postawy stojącej raczej tego nie zmieni. Nie możemy zapomnieć, że Eucharystia to spotkanie z Panem Jezusem. Jeśli spóźnię się na umówione spotkanie z przyjacielem i za karę będę stał podczas rozmowy, wcale nie poprawi to naszej relacji. Ponadto postawy podczas liturgii wyrażają i współgrają z poszczególnymi czynnościami. Jeśli podczas homilii będę myślał o bolących nogach, zamiast w skupieniu słuchać Słowa Bożego, to również mija się z celem. Spóźniając się, tracimy kolejne elementy Eucharystii; uważam, że wyznaczanie „punktu granicznego” jest bezcelowe. To jak w relacji: jeśli ktoś spóźni się raz, wybaczę mu. Jeśli jednak pyta, ile może się spóźniać, bym „zaliczył” spotkanie, komunikat jest jasny. Myślę, że z Bogiem jest podobnie.
Masz pytania dotyczące wiary? Napisz, przekażemy Twoje pytanie i dostaniesz na nie odpowiedź. Mail: redakcja@egarwolin.pl lub SMS: 514 180 801
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze